Dla wielu mieszkańców Stanów Zjednoczonych 4 lipca to dzień patriotycznej dumy, fajerwerków, rodzinnych pikników i flag powiewających na wietrze. Upamiętnia on ogłoszenie Deklaracji Niepodległości w 1776 roku – moment, który z perspektywy białej, anglo-amerykańskiej narracji oznaczał narodziny wolności. Dla wielu tubylczych Amerykanów ta data niesie jednak zupełnie inne skojarzenia. To dzień refleksji, sprzeciwu, a często także żałoby. Bo jak świętować wolność państwa, które zbudowało się na twojej ziemi, ignorując twoje prawa, traktaty i tożsamość?
W 1776 roku tubylcze narody Ameryki Północnej nie były częścią nowego projektu politycznego. Miały swoje rządy, terytoria i systemy wierzeń, nienaruszone przez europejskie systemy państwowe. Jednak wkrótce po podpisaniu Deklaracji rozpoczęła się ekspansja – zaborcza, brutalna i systematyczna. Tubylczy Amerykanie nie tylko zostali wypchnięci ze swoich ziem, ale także poddani przymusowej asymilacji, przemocowym internatom dla dzieci, zakazowi używania ojczystych języków i praktykowania duchowości. W samej Deklaracji Niepodległości ich obecność została wspomniana jako zagrożenie: nazwano ich „bezlitosnymi dzikusami”. Dziś wielu z nich przypomina to określenie z goryczą i ironią – używając go jako aktu odzyskania godności, np. podpisując felietony jako „wasz przyjazny, lokalny bezlitosny Indianin”.
Pomimo tych trudnych skojarzeń, postawy wobec 4 lipca nie są wśród tubylczych Amerykanów jednolite. Dla części z nich to dzień protestu, przypomnienia o złamanych traktatach i niespełnionych obietnicach. W wielu społecznościach nie urządza się świętowania – zamiast tego organizuje się modlitwy, wspomnienia przodków lub działania edukacyjne. Inni wykorzystują ten dzień, by wzmocnić swoją wspólnotę i suwerenność. Od końca XIX wieku, kiedy tradycyjne ceremonie były zakazane przez amerykańskie prawo, 4 lipca stał się dla niektórych narzędziem przetrwania kultury – władze bowiem pozwalały na organizowanie pow-wow jako formy „patriotycznych” obchodów. Dzięki temu wiele społeczności mogło przynajmniej częściowo wrócić do dawnych rytuałów, pieśni i modlitw.
Współczesne postawy wobec 4 lipca wśród tubylczych Amerykanów są zróżnicowane i zależą od kontekstu plemiennego, osobistych przekonań, historii lokalnej społeczności, a także doświadczeń społeczno-ekonomicznych.
— Dla niektórych to dzień żałoby. W miejscach takich jak rezerwat Pine Ridge w Dakocie Południowej nie organizuje się oficjalnych obchodów 4 lipca, a część starszyzny uczestniczy tego dnia w ceremoniach upamiętniających walkę przodków.
— Inni traktują święto jako okazję do edukacji i protestu. W miastach takich jak Albuquerque, Denver czy Flagstaff organizowane są marsze lub wydarzenia pod hasłem „Nie nasza niepodległość” lub „Indigenous Resistance Day”, w których łączone są wątki historii, polityki i współczesnych problemów, takich jak przemoc wobec tubylczych kobiet czy zmiany klimatyczne.
— Część społeczności przekształca ten dzień w tubylczy sposób. Niektóre plemiona organizują lokalne pow-wow lub ceremonie dziękczynne, odwołując się do wartości wspólnoty, przodków i duchowości, bez odniesień do amerykańskiej symboliki.
— Są też tacy, którzy obchodzą 4 lipca jako część amerykańskiego społeczeństwa. Szczególnie w rodzinach o mieszanym pochodzeniu lub tych, które mają członków służących w armii USA. Dla nich to okazja do spotkań rodzinnych, wspólnego czasu, bez pogłębionego odniesienia do historii kolonializmu.
W artykule opublikowanym w 2024 roku w Source New Mexico, tubylczy autor przywołuje ironię związaną z byciem „bezlitosnym Indianinem” – i jednocześnie pisze o współczesnym życiu pełnym miłości, odpowiedzialności i troski o wspólnotę. W jego opisie 4 lipca staje się przestrzenią sprzeciwu wobec fałszywej historii i jednocześnie aktem duchowego przetrwania.
— Nie chcemy być patriotami państwa, które nie dotrzymuje umów — mówiła z kolei w jednym z wystąpień akademickich prof. Ruth Hopkins (Dakota/Lakota).
Nie można przy tym pominąć szerszego kontekstu społeczno-ekonomicznego. W wielu rezerwatach i społecznościach tubylczych wciąż panują trudne warunki: ubóstwo, bezrobocie, brak dostępu do opieki zdrowotnej, niedofinansowane szkoły. Dziedzictwo kolonizacji to nie tylko historia – to także współczesność, która wpływa na to, jak obchodzone są święta narodowe. Dla wielu osób 4 lipca nie jest okazją do radości, lecz przypomnieniem o tym, ile jeszcze pozostało do naprawienia.
Z perspektywy europejskiej warto pamiętać, że nie istnieje jedna „indiańska” postawa wobec amerykańskiego patriotyzmu. Tubylczy Amerykanie to setki narodów, języków i kultur, a ich relacja z USA jest złożona, wielowarstwowa i często sprzeczna. Dla jednych – 4 lipca może być dniem odzyskiwania duchowości, dla innych – dniem żałoby. Wszyscy jednak domagają się tego samego: uznania prawdy historycznej, poszanowania suwerenności i możliwości życia w zgodzie z własną kulturą.
Jak mówi współczesna artystka i poetka z narodu Odżibwejów: Nie potrzebujemy flagi. Mamy bębny, języki, święte wzgórza i ogień. To nasza niepodległość.
Marek Nowocień
fot. Amanda Wolbert / unsplash.com