130 lat temu, 29 grudnia 1890 r., 7. Pułk Kawalerii dokonał masakry kilkuset Indian z grupy Siuksów Minniconjou pod wodzą Wielkiej Stopy nad strumieniem Wounded Knee w Dakocie Południowej. Nie była to ani pierwsza, ani największa masakra dokonywana przez amerykańskie wojska na Indianach, ale w sposób symboliczny kończy okres „indiańskich wojen na preriach” i dzięki aktywności współczesnych organizacji panindiańskich stała się symbolem indiańskiego męczeństwa.

Pod koniec 1980 r. wielkie preryjne plemiona były zdziesiątkowane, słabe, zamykane w rezerwatach, tłamszone, niszczone chorobami i niespełnionymi obietnicami. Dumne narody Siuksów – jeszcze „niedawno” zagrażające białemu osadnictwu i wygrywające potyczki z wojskiem – były cieniem swojej wielkości. Beznadziejna sytuacja, łamane notorycznie obietnice, skandaliczne warunki w rezerwatach, umniejszane racje żywnościowe, zdziesiątkowane stada bizonów, stanowiące podstawę życia preryjnych plemion powodowały, że niezwykłą popularność zyskał Taniec Ducha, popularyzowany przez indiańskiego proroka z plemienia Pajutów – Wovoki, który głosił odrodzenie tubylczej Ameryki i zniknięcie białych z Ziemi Indian. Dla zmaltretowanych chorobami, prześladowaniami, jawną niesprawiedliwością i nienawiścią ze strony białych sąsiadów była to dla Indian naiwna, ale jednak ucieczka od realnych problemów.

Tak narodził się nowy panindiański ruch kulturowy, który dla rządu USA był zagrożeniem politycznym i traktowany jako zapowiedź problemów militarnych. Dlatego też – tak głosiła oficjalna amerykańska doktryna – wojsko ściągało do Pine Ridge „chcąc zaprowadzić porządek”. Zamykano „wrogich Indian” (dla odróżnienia „dobrych”, czyli lojalnych USA) i zakazywano Tańca Ducha.

James Mooney (1861-1921), pracownik Biura Etnologii Amerykańskiej, dokumentujący historię i kulturę Tańca Ducha, pisał tak: Głównym przekonaniem, na którym opiera się doktryna Tańca Duchów, jest wiara w nadejście czasów, w których cała indiańska rasa, żyjący i zmarli spotkają się na odrodzonej ziemi by powrócić do tradycyjnego sposobu życia i trwać w szczęśliwości nie znając śmierci, chorób i nieszczęść. Na tej podstawie plemiona zbudowały strukturę zgodną z ich własną mitologią, a każdy apostoł i wyznawca wypełnił ją szczegółami zgodnie z własnymi przekonaniami, talentem i ideałami szczęścia (wszystkie tłumaczenie: Ewa Dżurak, Polsko-Amerykańskie Towarzystwo Etnograficzne im. Bronisława Malinowskiego z siedzibą w Atlantic City, USA).

W dniu 29 grudnia podczas rozbrajania małych grupek Indian posiadających broń, rzekomo, by zapobiec strzałom ze strony Indian, z pobliskich wzgórz amerykańscy żołnierze rozpoczęli ostrzał z pierwszych wówczas działek maszynowych do ok. 300 nieuzbrojonych Indian (w większości kobiet, starców i dzieci). Uciekających i chroniących się Indian dobijano. Ta masakra – choć długo mówiło się o „bitwie” – trwała cały dzień.

Smaczku daje fakt, że bezpośrednio w akcję nad Wounded Knee zaangażowany był 7. Pułk Kawalerii Stanów Zjednoczonych – ten sam, którego rozgromili Indianie w 1876 r. nad Little Bighorn. Akcja w Pine Ridge była więc czystą zemstą za przegraną bitwę: nie ukrywali tego żołnierze przed atakiem, a dobijający Indian wykrzykiwali nazwisko Custera, dowódcy Pułku.

James Mooney pisał tak: Na dźwięk pierwszej salwy armatki polowe wycelowane w obóz otworzyły ogień i posłały grad pocisków między kobiety i dzieci, które stały przed namiotami przyglądając się zamieszaniu. Działa wystrzeliwały około pięćdziesięciu kilogramowych pocisków wypełnionych materiałem wybuchowym na minutę i kosiły wszystko co żywe. Straszliwy skutek tej salwy widać choćby po tym, że jedna z ocalałych kobiet, Blue Whirlwind, a z którą autor rozmawiał rok później miała 14 ran, ranni zostali też jej mali synowie stojący obok niej. W kilka minut 200 Indian, mężczyzn, kobiet i dzieci, oraz 60 żołnierzy leżało martwych lub rannych, tipi porwane pociskami przewracały się na ziemię, wiele płonęło ponad bezbronnymi rannymi, a garstka tych co przeżyli uciekała w bezładnej panice w kierunki parowu, ścigana przez setki rozwścieczonych żołnierzy i przez ogień z dział polowych przeniesionych na pozycje z których mogły ich dosięgnąć.
Nie ma wątpliwości, że pościg był rzezią, uciekające kobiety z dziećmi na rękach ginęły zastrzelone po tym jak ustał wszelki opór i kiedy prawie wszyscy wojownicy leżeli martwi lub umierający.

O tym, co działo się nad Wounded Knee wspominał lakocki szaman Czarny Łoś, który wówczas był młodym wojownikiem: „Wszędzie leżały ciała zabitych i rannych kobiet, dzieci i niemowląt. Kobiety z dziećmi próbowały uciekać, ale żołnierze ścigali je wzdłuż wąwozu i mordowali. Tu i ówdzie leżały całe stosy ciał, niektóre zaś były porozrzucane. Czasami pocisk zabił całą grupę na miejscu i rozerwał na strzępy. Zobaczyłem niemowlę, usiłujące ssać pierś matki, zakrwawionej i nieżywej […] Ciała mężczyzn, kobiet i dzieci leżały w stosach i porozrzucane po całej równinie u stóp niewielkiego pagórka, na którym żołnierze ustawili swe strzelby na wozach. Także od zachodu, wzdłuż wyschniętego wąwozu aż na szczyt wzgórza – wszędzie leżały ciała martwych kobiet, dzieci i niemowląt. […] Wielu zginęło na miejscu. Kobiety z dziećmi uciekały w stronę wąwozu i dalej na zachód padając bez przerwy, bo żołnierze strzelali do uciekających.[…] Był piękny, zimowy dzień, kiedy to wszystko się działo. Świeciło słońce. Ale gdy żołnierze odeszli po swej brudnej robocie, zaczął padać gęsty śnieg. Nocą zerwał się wiatr i sprowadził wielką śnieżycę. Zrobiło się bardzo zimn., Śnieg zasypał cały ten kręty wąwóz, który stał się wspólnym grobem zmasakrowanych kobiet, dzieci i niemowląt, które nie zrobiły nikomu nic złego, a próbowały jedynie uciec”.

O potwornym charakterze masakry świadczy fakt, że ciała zabitych Indian zbierano z pola dopiero po Nowym Roku 1891, kiedy wrzucono ich do wspólnej mogiły. Znów Mooney: (…) W dzień Nowego Roku, 1891, trzy dni po walce, wysłano oddział nad Wounded Knee w celu pochowania zmarłych i przywiezienia tych rannych którzy być może przeżyli. W międzyczasie szalała zamieć i pokryła teren grubą powłoką śniegu. Ciała poległych mężczyzn, kobiet i dzieci leżały pod śniegiem, zamarznięte i pokryte krwią. Prawie wszystkich poległych wojowników znaleziono w pobliżu miejsca, gdzie walka się rozpoczęła, w pobliżu tipi Wielkiej Stopy, ale ciała kobiet i dzieci znajdowano rozrzucone na przestrzeni ponad 3 kilometrów, jasno pokazując, że zostały zabite podczas ucieczki. Znaleziono kilka ciągle żyjących kobiet i dzieci, ale tak ciężko rannych, albo przemarzniętych, że większość zmarła po przewiezieniu do agencji. Znaleziono pod śniegiem cztery żyjące niemowlęta, zawinięte w szale leżące obok martwych matek, które chciały je chronić aż do śmierci. Wszystkie bardzo zmarznięte, tylko jedno z nich przeżyło”.

Jeszcze raz Czarny Łoś: „Nie wiedziałem jeszcze wtedy, jak wiele się skończyło. Kiedy spoglądam wstecz z tego wysokiego wzgórza mej starości, wciąż widzę zmasakrowane ciała kobiet i dzieci, tworzące stosy lub porozrzucane wzdłuż krętego wąwozu; równie wyraźnie jak wtedy, gdy patrzyłem na to młodymi jeszcze oczyma. I widzę, że coś jeszcze zginęło tam, w tym krwawym błocie i zostało pogrzebane w zamieci. Marzenie ludzi tam umarło. Było to piękne marzenie”.

Zwłoki Wielkiej Stopy oskalpowano, a „trofeum” przez długie lata „zdobiło” siedzibę Pułku. Żołnierze rozbijający grupę Wielkiej Stopy dostali Medale Honoru – odznaczenia „nadawane za wyjątkowe akty odwagi na polu bitwy” (!). Między innymi to spowodowało, że masakrę przez długie lata nazywano „bitwą”. I choć byli oficerowie domagający się odebrania zwykłym zbrodniarzom tych odznaczeń, ostatecznie do tego nie doszło… Jedna z polskich indianistek „wątpliwości” wokół sprawy „bitwa-masakra” bardzo trafnie skomentowała słowami: „…jeśli ktoś twierdzi, że nie była to masakra tylko bitwa, to w jakiej honorowej bitwie strzela się do kobiet i dzieci?”.

29 grudnia 1890 r. oznaczał koniec „starego indiańskiego świata”, jednak Wounded Knee – 83 lata później – stało się jednocześnie symbolem ponownych narodzin indiańskiej dumy. Jednak o okupacji zwanej Wounded Knee II z 1973 r. opowiem później.
Aŋpétu kiŋ lé toná Čhaŋkpé Ópi ektá t’ápi kiŋ hená wičhúŋkiksuyape ló. Dzisiaj wspominamy tych, którzy zginęli nad Wounded Knee.

Krzysztof M. Mączkowski

Lakocki cytat i tłumaczenie na końcu – opr. Marek Kupiec.