Informacja z 13 marca 2018 roku była tragiczna i przygniatająca. Na takie informacje nigdy nie jesteśmy przygotowani, a na wieść o śmierci kogoś, kto jest ci bliski i kogo szanujesz, nigdy nie ma właściwego momentu.

Andrzej J. R. Wala urodził się w 21 listopada 1942 roku w Bielsku Białej. Ukończył Uniwersytet Jagielloński. Poznałem go wiele lat temu, gdy mieszkał już w Stanach Zjednoczonych. Był współzałożycielem (w roku 1976) i wieloletnim dyrektorem wykonawczym Polsko-Amerykańskiego Towarzystwa Etnograficznego im. Bronisława Malinowskiego (PAES/PATE). Reprezentował więc to, co miało tak ogromne znaczenie –zamieszkiwał w Kraju Indian i kierował Towarzystwem, którego głównym celem było (i jest do dzisiaj) badanie historii i kultury rdzennych Narodów. Z czasem okazało się, że te dwa, ważne przecież atuty nie miały już tak istotnego znaczenia.

Poznałem bowiem Andrzeja jako człowieka, a jego przymioty pozwoliły mi dostrzec w nim prawdziwego Przyjaciela i były nie do przecenienia. Nasze długie rozmowy podczas różnych spotkań dawały mi okazję dostrzeżenia najlepszych cech człowieka ciepłego, pełnego polotu, godnego podziwu rozmówcy, któremu nieobcy był inteligentny dowcip. Nawet amerykańscy Indianie, temat tak przecież dla nas fascynujący, był dla niego, jak stwierdził półserio w jednym z telewizyjnych wywiadów tani, bo można spotkać Indian pod nosem. Wymieniając poglądy, pomimo polemicznych treści zderzałem się z podejściem osoby wypowiadającej swoje racje w sposób spokojny i zrównoważony, która potrafiła bronić wyznawanych zasad z przekonaniem. Niezachwiany w swoich zapatrywaniach umiał również przyznawać słuszność adwersarzom.

Taka postawa nie przeszkadzała mu weryfikować własnych przekonań i dokonywać w nich niezbędnych korekt, co tylko świadczyło o jego otwartości, rozumie i zdystansowanym spojrzeniu na rzeczywistość. Ważnym wymiarem naszych spotkań był sposób widzenia świata przez Andrzeja, w którym olbrzymią rolę odgrywał tolerancyjny i przyjazny przekaz, pozwalający dostrzec w nim człowieka spokojnego, cierpliwie przekonującego do swoich racji i pozbawionego uprzedzeń. Kiedy miałem okazję przebywać w Jego domu, z podziwem patrzyłem na długie metry półek uginających się pod ciężarem książek, obecnie w wielu domach to niespotykany widok. Andrzej należał jednak do osób, dla których być znaczyło więcej niż mieć.

Pośród dziesiątków tomów mieszały się te o tematyce indiańskiej z takimi, których tytuły niezbicie świadczyły o patriotyzmie Andrzeja. Nie był on na pokaz i zawierał w sobie duży ładunek krytycznego spojrzenie na ziomków, bowiem jak twierdził przerażała go płaska, bezmyślna, nacjonalistyczna interpretacja znaczenia polskości, operowanie samymi symbolami i sprowadzanie naszego umiłowania polskości do… fetyszyzmu.

Godny i wzbudzający szacunek przedstawiciel amerykańskiej Polonii swoją przyszłość wiązał z pomysłem powrotu do ojczystego kraju chcąc osiąść na stałe nad Bałtykiem. Niezależnie jednak od budowanych w duszy perspektyw swoje siły oddawał przez lata równie umiłowanej historii i etnografii, a poznając kultury tubylczych Amerykanów właśnie na tym polu poświęcał wiele swojej energii.

Andrzej był prawdziwym Przyjacielem, na którego zawsze można było liczyć. Nigdy nie pytał o powody niesienia komuś pomocy ufając, że ci, co jej potrzebują tego zaufania nie zawiodą. Wielokrotnie zabiegał o to, by polscy ludzie nauki mogli realizować swoje historyczne czy antropologiczne projekty, chociaż nie zawsze jego głos odnosił skutek.

Okazał się wielce przyjazną duszą, tym bliższą, że łączyła nas wspólna pasja poznawania rdzennych Amerykanów i wydarzeń z ich historii. Zawsze wykazywał niekłamane zainteresowanie tubylczą tematyką. Udowodnił to nie tylko poprzez swoje podejście do zagadnień dotyczących Indian, stając się z czasem, jak pisał coraz bardziej radykalny w ocenie stosunków „biało-indiańskich”.

Przekazywał to również jako publicysta i wydawca poseminaryjnych referatów PAES/PATE, Towarzystwa, które tak naprawdę jest w dużej części narracją o Andrzeju. Dzięki takiemu zaangażowaniu polska etnografia wzbogaciła się o szereg cennych tekstów dotyczących tubylczych kultur obu Ameryk, zresztą wiele z nich Andrzej napisał osobiście. Na trudnej lecz ciekawej, historyczno-etnograficznej ścieżce życzliwie spoglądał na osoby potrzebujące wsparcia, chętnie, bezinteresownie i bez zbędnego protekcjonalizmu udzielając pomocy tym, którzy jej potrzebowali.

Pomimo pragmatyzmu i racjonalnego spojrzenia na rzeczywistość Andrzejowi nie brakowało romantyzmu. Miał poetycką duszę, może nieco ukrytą za zasłoną powściągliwości i człowieka kierującego się zdrowym rozsądkiem. Świadczą o tym nie tylko pisane przez niego wiersze, prezentowane także publicznie w czasie Salonów Artystycznych czy Kabaretowych Nocy Świętojańskich. ale również niektóre jego wypowiedzi, gdy podczas dyskusji lub w pisanych tekstach potrafił ujawnić swoją wrażliwość i ukazać szczere, pozytywne emocje. Ważne były jego radiowe felietony, które ukazywały się w latach 1998-2004 w polonijnym Radiu Kalejdoskop i Radiu Zbliżenia w Filadelfii.

W swoich tekstach i wypowiedziach nie obawiał się niepokojących tematów, do których podchodził śmiało i bez uprzedzeń. Krytykował jednak tych, którzy jak twierdził zmierzali utartym szlakiem ślepawego etnocentryzmu.

Indianie nie byli dla niego wyłącznie obiektem etnograficznych badań, tylko żywą materią, z której czerpał garściami przejmując od nich różne aspekty filozoficznej wizji otaczającego nas świata. Nie był to jednak merkantylny stosunek oparty wyłącznie na schematycznym i jednostronnym podejściu. Andrzej ukazywał w zamian prawdziwy obraz tubylczych kultur, pozbawiony stereotypu i fałszywej interpretacji. Dla wielu osób z najbliższego otoczenia stanowił autorytet w tym zakresie, poparty rzetelną wiedzą i godnymi zaufania opiniami. Był duszą wielu lokalnych spotkań i jak mówił przyczyniały się one do oświecenia nowodżersejczyków, którym raczej do tej pory wydawało się, iż zamieszkują ziemie niczyją.

Wielki Przyjaciel sąsiedzkich przedstawicieli Polonii był również kimś wyjątkowym dla indianistów z ojczystego kraju. Jego Głos z Scheyechbi przez długi czas rozlegał się głębokim echem w polskim piśmie przyjaciół Indian Tawacin. Wsłuchiwałem się w niego z uwagą, gdyż stanowił dla mnie istotny krok do rozumienia skomplikowanych relacji dotyczących tubylczych Amerykanów, tym cenniejszy, że pochodził z perspektywy człowieka mieszkającego w Kraju Indian. Gdy przebywaliśmy razem na powwow było widać jak dobrze czuje się pośród tubylczych Amerykanów, wśród których też miał wielu przyjaciół. I chociaż uważał, że jest na ich ziemi intruzem, śpiewy i bębny miały dla nas obu coś w sobie niezwykłego.

Andrzej odszedł od nas tak jak żył, nagle, bez zapowiedzi i hałasu. Często mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Może to prawda, ale mnie uderza świadomość niczym nie dającej się zapełnić pustki, która tak nagle pojawiła się wokół i której nie da się wypełnić ot, tak sobie. Snuliśmy bowiem plany, które dzisiaj nie mogą już być realizowane wspólnie.

Wierzę jednak, że Andrzej tylko poszedł dalej. Jak pięknie ujęła to nasza koleżanka z Towarzystwa, Ewa Dżurak, poszedł poza zasięg naszego widzenia, naszych głosów, naszych problemów. Dalej, poza wątłą granicę oddzielającą żywych od innego, tajemniczego, nieznanego świata. Dalej, do innej formy egzystencji i tylko od wyznawanej wiary zależy jak ją sobie wyobrażamy. Być może Andrzej poznał już ostateczną odpowiedź, ale moja wiara podpowiada mi, że to nie koniec naszej wspólnej drogi. Pozostaje bowiem dzieło Andrzeja i pamięć o spędzonych razem chwilach, często przy dobrej whiskey, którą tak lubił smakować.
Zachowam we wspomnieniach nasze rozmowy, a ich echo zawsze będzie się rozlegać w moim sercu. Ponieważ brakuje słów, mogę tylko powiedzieć – dziękuję Ci Andrzeju za naszą Przyjaźń.

Adam Piekarski

Na zdjęciu: Andrzej Wala (po lewej) z Adamem Piekarskim, autorem tekstu (po prawej).

Andrzej Wala wydał:
– tomik poezji „Rymiki bluźniercze i bezwstydne” (pod nazwiskiem Jędrzej Bielski)
– tomik poezji „Cały mój grzech”
– zbiór felietonów radiowych „Z Atlantic City mówi do Państwa Andrzej Wala”
Pod jego redakcją ukazały się trzy tomy Referatów PAES/PATE (Atlantic City-Wielichowo 2001 r., 2009 r., 2017 r.)
Pozostawił po sobie ponad 500 książek na temat kultur amerykańskich Indian i historii USA (w j. angielskim), przekazany Bibliotece Ośrodka Badań Amerykanistycznych przy Uniwersytecie Warszawskim w Warszawie.