Gdy sięgam do swoich młodzieńczych wspomnień, Kanada „od zawsze” jawiła mi się jako kraj, który z Indianami postępował zupełnie inaczej niż jego południowy sąsiad. To przecież kraj „pachnący żywicą”.
Na amerykańskich preriach dochodziło do krwawych masakr, militarnych pacyfikacji plemion, łamania traktatów, siłowego odbierania ziem dla „białego osadnictwa”. Kanada natomiast – w mojej wyobraźni – prowadziła relacje z tubylczymi społecznościami na zasadzie kontaktów handlowych i gospodarczych. Tu nie było, jak mi się wydawało, krwawych podbojów.
Rzeczywistość okazała się jednak dużo bardziej brutalna. Okropna prawda o szkołach rezydencjalnych dla indiańskich dzieci – gdzie nie tylko je wynaradawiano i poddawano brutalnej akulturacji, odrywając od rodzin i wiosek, lecz także maltretowano i zabijano – wypłynęła na światło dzienne całkiem niedawno. Problem politycznych i ekonomicznych narzędzi eksterminacji narodów tubylczych stanął w pełnym świetle w czasie ogólnokanadyjskiej rewolucji Idle No More!. Z kolei opór społeczności rdzennych wobec agresji korporacji paliwowych znakomicie ukazuje film „Yintah” – mocny, przejmujący obraz współczesnego kolonializmu w szacie inwestycji energetycznych.
Kanada przestała pachnieć żywicą, a zaczęła zalatywać odorem ropy i chciwości korporacji. A mimo wszystko Kanada jest inna od Stanów Zjednoczonych – nie tylko w wymiarze historycznym, ale i współczesnej rzeczywistości. W Kanadzie coraz odważniej słychać o mierzeniu się z własnymi winami. Stąd wiele gestów pojednania, coraz liczniejsze rządowe śledztwa w sprawie łamania praw człowieka, przeprosiny rządu, powszechna zgoda na powrót języków i tradycji plemiennych. Wciąż towarzyszy temu wiele bólu i hipokryzji, ale jest tu sporo autentyczności i pragnienia odnowy relacji rządów federalnego i prowincjonalnych zarówno z Kongresem Pierwszych Narodów (AFN, Assembly of First Nations), jak i poszczególnymi plemionami.
Wierzę w szczerość kanadyjskich intencji. Wierzę, że kanadyjska polityka odwrotu od eksterminacji społecznej, kulturowej i edukacyjnej względem społeczności tubylczych – nie tylko Indian, ale i Inuitów i Aleutów – jest trwała i rzeczywiście na tym zwrocie można budować nowe relacje z nimi. Owszem, rząd kanadyjski musi jeszcze wiele zrobić, by poszczególne plemiona mogły ufać, że nie pozostaną samotne wobec agresji wielkich korporacji próbujących naruszać ich autonomię, ale z ufnością obserwuję nową jakość w kanadyjskiej polityce.
Wielokrotnie moja wiara ośmieszała mnie jako naiwniaka. Ale wierzę, że kanadyjska polityka może być inna.
Tubylcza Kanada jest na tyle interesująca, że podjęliśmy decyzję o poświęceniu jej niniejszego numeru „Wyspy Żółwia”. Do spisania swoich analiz i refleksji udało namówić się tych, którzy bardzo dobrze znają Kanadę i tych, którzy tu mieszkają – jak Eva Gauld, która zechciała spisać monumentalną, jak na warunki naszego Magazynu, opowieść o konkretnej indiańskiej rodzinie.
Każdy z tych tekstów pokazuje fragment ciekawego tubylczego dziedzictwa tego obszaru. Ja sam osobiście mam kolejne plany związane z promocją tubylczej Kanady, choć nie wystarczyło miejsca, by o tym napisać. Ale może i dobrze. Będzie do czego wracać…
Krzysztof M. Mączkowski
****
Zawartość numeru 9/2025:
„O uzdrawianiu okrucieństwa” – rozmowa Waldemara Kuligowskiego z Dennisem Shorty’m.
„Dziesięć Pokoleń…” – Ewa Gauld.
„Śladami Czarnych Stóp, cudów natury i trudnej pamięci” – Ewa Stańska.
„O czym szumią tasiemki?” – Marek Nowocień.
„Kanada w cieniu Trumpa: Bill C-5 i spór o pojednanie” – Marcin Gabryś.
„25 ważnych wydarzeń w tubylczej Kanadzie XXI wieku” – opr. Marek Nowocień.
„’Yintah’, wiele opowieści z tubylczej Kanady” – Krzysztof M.Mączkowski
Projekt pn. Magazyn Wyspa Żółwia 2025 jest realizowany przez Fundację Bieg Na Rzecz Ziemi w ramach 7. Festiwalu Made in Native America, dzięki wsparciu finansowemu Miasta Poznania #poznanwspiera oraz Samorządu Województwa Wielkopolskiego.
#Wyspa Żółwia 09l po pobrania
