Zbrojna interwencja sił zbrojnych USA na Wenezuelę i wywiezienie dyktatura Nicolása Maduro z żoną do Stanów wywołała wiele spekulacji politologicznych. Wszystkie one, przynajmniej przytłaczająca większość, skupia się na sprawach zlikwidowania dyktatury, która unieważniła przegrane dla Maduro wybory, sprawach odzyskiwania praw obywatelskich dla Wenezuelczyków, zamknięcia dróg tranzytu dla twardych narkotyków oraz, jak twierdzi wielu, sprawach przejęcia kontroli na wenezuelskimi zasobami ropy.

Stany Zjednoczone Ameryki chcą postawić Maduro przed sądem w Nowym Jorku, bo – jak pisze korespondent „Rzeczpospolitej”, Jakub Czermiński – zarzucają Maduro popełnienie przestępstw związanych z narkotykami i terroryzmem, w tym udział w zmowie narkoterrorystycznej i wspieranie handlu narkotykami we współpracy z bojówkami FARC i ELN, kartelami Sinaloa i Zetas oraz gangiem Tren de Aragua. Amerykanie zarzucają Maduro kierowanie grupą przestępczą Cartel de los Soles [Jakub Czermiński, Skuty kajdankami Nicolás Maduro już w Nowym Jorku. Chiny: To złamanie prawa, portal dziennika Rzeczpospolita, 04.01.2026:

Zrobiło się niemałe zamieszanie, gdyż nieznane są w tej chwili ostateczne cele amerykańskiej misji: czy tylko ograniczą się do postawienia Maduro przed sądem, czy misja wojskowa będzie prowadzona dalej. I do którego momentu? Przywrócenia wyników wyborów wygranych dwa lata temu przez wenezuelską opozycję? I co to „opozycja” w tym wypadku oznacza?

Najgłośniejszym jej nazwiskiem jest Maria Corina Machado, jedna z jej liderek, laureatka ubiegłorocznej Pokojowej Nagrody Nobla, ale Donald Trump, prezydent USA, jest bardzo enigmatyczny w jej sprawie. Odparł nawet, że w Wenezueli pracuje wciąż wiceprezydentka Delcy Rodriguez, także uczestniczka reżimu. Sama Machado nawołuje do tego, by władzę przejął Edmundo González, który według decyzji tamtejszego sądu najwyższego (CNE), wybory wygrał. Jednak CNE jest organem kontrolowanym przez rząd i działa zgodnie z narzuconą przez Maduro wolą.

W wyniku tej dyktatury w  ciągu ostatnich kilkunastu lat z Wenezueli uciekło przed prześladowaniami i głębokim kryzysem ekonomicznych ponad 8 mln mieszkańców, a pozostali – głównie najbiedniejsi – popadli w jeszcze większą biedę.

Flaga Wenezueli. Fot. Aboodi Vesakaran | unsplash.com

Prof. Joanna Gocłowska-Bolek, latynoamerykanistka, ekonomistka i ekspertka do spraw Ameryki Łacińskiej w Ośrodku Analiz Politologicznych (OAP) Uniwersytetu Warszawskiego, już w 2019 roku na łamach pisma „Wszystko Co Najważniejsze” opisywała tę sytuację w następujący sposób: Hugo Chávez [poprzednik Maduro – wyjaśnienie redakcji] i Nicolás Maduro zmarnowali szansę na odbudowę Wenezueli. Socjalistyczni przywódcy roztrwonili bogactwa naftowe kraju, pozostawiając gospodarkę w zapaści, a społeczeństwo na krawędzi katastrofy humanitarnej. Obecnie kryzys polityczny w Wenezueli wkroczył w niezwykle ostrą fazę. Mamy dwóch prezydentów i dwa parlamenty, brakuje niezależnego sądownictwa. Gospodarka niemal nie funkcjonuje. Inflacja poszybowała do absurdalnego poziomu 1,3 mln procent, wydobycie ropy gwałtownie spada, zagraniczne aktywa zostały przejęte przez wierzycieli, w sklepach i aptekach brakuje żywności i leków, blisko 3,5 miliona Wenezuelczyków uciekło z kraju, a obecny rząd Nicolása Madura coraz bardziej osłabia szczątkowe już demokratyczne instytucje, wciąż kurczowo trzymając się władzy. Po ulicach krążą paramilitarne bojówki „colectivos”, mające siać strach i zamęt, a wśród policji i wojska nie brak pospolitych rabusiów. Niemal cała klasa polityczna i wojsko są skorumpowane powiązaniami z bezkarnymi gangami narkotykowymi. 70 procent dorosłych Wenezuelczyków otrzymuje tylko pensję minimalną, wynoszącą dziś równowartość niespełna 7 dolarów, gdy dwie rolki papieru toaletowego na czarnym rynku kosztują 4 dolary. Reżim Madura zaprzecza, że sytuacja gospodarcza jest katastrofalna, a o przejściowe problemy oskarża Stany Zjednoczone i Kolumbię, które miałyby specjalnie utrudniać funkcjonowanie wenezuelskiej gospodarki w celu przejęcia kontroli nad największym bogactwem Wenezueli, czyli złożami ropy. [Prof. Joanna Gocłowska-Bolek, Wenezuela. Upadek rewolucji boliwariańskiej, Wszystko Co Najważniejsze, 9 lutego 2019 r.: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/joanna-goclowska-bolek-wenezuela-upadek-rewolucji-boliwarianskiej/)

Nietrudno sobie wyobrazić, że wśród tych najbiedniejszych są wenezuelscy Indianie. Nie mamy odpowiedzi, czy i w jaki sposób amerykańska interwencja im pomoże. Tym bardziej, że wiele ludów tubylczych lata temu poparło „rewolucję boliwariańską”, o której wspomina profesor Joanna Gocłowska-Bolek, a której emisariuszem chciał był Maduro.

Ten ostatni z premedytacją zresztą włączał ludy tubylcze do swojej polityki. Maduro regularnie celebrował „Dzień Oporu Tubylczego” obchodzony 12 października, w rocznicę symbolicznego „odkrycia Ameryki”. Posuwał się nawet do tego, że nazywał siebie „indiańskim wodzem Wenezueli” i krytykował hiszpańskie dziedzictwo kolonialne. Próbował nawet tworzyć „brygady indiańskie”, które miały zostać włączone do boliwariańskich sił zbrojnych, a wszystko to miało służyć „obronie kraju przed amerykańską inwazją”.

Tymczasem organizacje praw człowieka raportowały, że tubylczy mieszkańcy Wenezueli wciąż padają ofiarą nielegalnego górnictwa niszczącego ich lasy i góry, przymusowej pracy i wymuszeń ze strony grup paramilitarnych i wojska i braku dostępu do podstawowych usług państwowych – obszerny tekst widnieje na stronie Międzynarodowej Grupy Roboczej ds. Ludów Tubylczych (The International Work Group for Indigenous Affairs, IWGIA): https://iwgia.org/en/venezuela/5756-iw-2025-venezuela.html.

Raport IWGIA dot. Wenezueli z 2025 r.

Sytuacja państw tzw. Ameryki Łacińskiej nie jest łatwa do komentowania, tym bardziej, że optyka latynoamerykańska jest cokolwiek inna od europejskiej. Tu niejednoznaczna jest postać Donalda Trumpa, który inaczej jest traktowany np. w Polsce, a inaczej w wielu krajach Ameryki latynoskiej. Inaczej odbierane są same Stany Zjednoczone – w Polsce, w największym skrócie, traktowane jako największy i najważniejszy sojusznik militarny i gospodarczy, a tam jako „diabeł wcielony”. Dodatkowym jest „problem rosyjski”, bo w kilku krajach tamtejszego regionu Rosja jest gwarantem oporu wobec chciwości Jankesów z północy.

Sytuacja w Wenezueli wymyka się łatwym scenariuszom i niezwykle trudno ją opisywać również dlatego, że interwencja USA w Wenezueli jest krytykowana na świecie z powodów złamania „odwiecznych standardów Narodów Zjednoczonych”. A to niezwykle ważny motyw i niezwykle trudne uchwytne w naszym kraju zagrożenie dla ludów tubylczych.

Światowy porządek oparty na Karcie ONZ i poszanowaniu suwerenności państw ma ledwie 80 lat i coraz bardziej niepewną przyszłość. To zła wiadomość także dla ludów tubylczych obu Ameryk.

Destabilizacja struktur państwowych przez USA oznacza powrót „ery grabieży bez hamulców”. Państwo, nawet to wadliwe, stanowi często jedyną (choć kruchą) barierę przed globalnym kapitałem. Gdy mocarstwo obala rząd, ludy tubylcze mają prawo widzieć w tym zapowiedź nowej fali kolonizacji ich terytoriów w celu wydobycia ropy, litu, drewna i innych zasobów resztek ich ziem. Stosunek przywódców wielkich mocarstw do ochrony środowiska czy praw ludów tubylczych nie pozostawia złudzeń. Szanowana przez najsilniejszych koncepcja suwerenności była do tej pory dla ludów tubylczych jedynym w miarę skutecznym – np. dzięki Deklaracji UNDRIP – narzędziem ochrony ziem przodków przed korporacyjnym zawłaszczeniem.

W szerszym wymiarze społecznym w Ameryce Łacińskiej takie działania pogłębiają „ranę postkolonialną”. Dla milionów Latynosów – w większości Metysów i Indian – jest to potwierdzenie, że ich demokracje są fasadowe, a ostateczny głos zawsze należy do Waszyngtonu. Prowadzi to do radykalizacji: wybór między „dyktatorem-opornikiem” a „marionetką Północy” niszczy polityczne centrum. Prowadzi też do utraty wiary w instytucje: jeśli prawo międzynarodowe nie chroni prezydenta, to nie chroni tym bardziej zwykłego obywatela przed samowolą silnych. I grozi zwłaszcza najsłabszym, jak Indianie.

 

Marek Nowocień

Krzysztof M. Mączkowski

 

Zdjęcie tytułowe: widok na Caracas | fot. Israel Delgado | unsplash.com