Na początku 2026 r. Minneapolis stało się epicentrum jednej z najbardziej kontrowersyjnych i wstrząsających akcji federalnych służb imigracyjnych w historii Stanów Zjednoczonych. Akcja znana jako Operation Metro Surge, masowa operacja ICE i DHS miała na celu, zdaniem rządu, egzekwowanie przepisów imigracyjnych w stanie Minnesota, zatrzymania i deportacje osób bez ważnych dokumentów tożsamości i pobytu na terenie USA.

Za mającymi już złą sławę skrótami kryją się ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego jednostki: ICE, czyli Urząd do Spraw Imigracji i Egzekwowania Ceł (U.S. Immigration and Customs Enforcement) podlegający DHS, czyli Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego (United States Department of Homeland Security).

Manifestacje przeciwko zamordowaniu Renee Good. Fot. Chad Davis. Informacja o licencji na końcu artykułu.

Akcja miała obejmować część Minneapolis–Saint Paul, a w praktyce rozlała się na całe miasto, angażując coraz to nowszych aktorów społecznych. Działania ICE, DHS i innych służb federalnych szybko nabrały kontrowersyjnego rytu. Akcja wyglądała jak najazd służb federalnych na miasto opanowane przez wrogów państwa. Ulice Minneapolis stały się miejscem dramatycznych siłowych konfrontacji między uzbrojonymi agentami a lokalnymi społecznościami, obserwatorami i przypadkowymi przechodniami. Agresywne akcje funkcjonariuszy ICE oraz rosnąca liczba – bezprawnych, zdaniem wielu prawników – zatrzymań wywołały falę niepokojów i protestów zarówno wśród mieszkańców imigranckich dzielnic, jak i aktywistów na rzecz praw obywatelskich.

Najpoważniejsze, jak na razie, incydenty z początku roku – w tym śmiertelne postrzelenia dwóch osób przez funkcjonariuszy federalnych – stały się punktem zapalnym ogólnokrajowej debaty o granicach władzy państwa, prawie do samoobrony, transparentności działań służb i roli lokalnych władz wobec federalnych interwencji.

Jednym z najbardziej poruszających przypadków była śmierć 37-letniej Renée Nicole Good, amerykańskiej obywatelki, którą agent ICE zastrzelił podczas rutynowej obserwacji działań federalnych funkcjonariuszy. Ten moment, szeroko relacjonowany w mediach i analizowany w nagraniach wideo, ujawnił rażące rozbieżności między raportami ICE i DHS a zeznaniami świadków oraz głębokie napięcia między narracją władz federalnych i społeczności lokalnych. Krótko potem zginął od kilku kul kolejny, pokojowo nastawiony obserwator siłowych interwencji ICE Alex Pretti.

Protesty szybko przybrały charakter szerokiego sprzeciwu wobec agresywnej polityki imigracyjnej administracji federalnej. W miarę eskalacji działań pojawiły się pytania o rzeczywiste intencje tej operacji, tym bardziej, że gubernatorem Minnesoty jest Tim Walz, proponowany na wiceprezydenta USA przez kandydującą na główny urząd w państwie w niedawnych wyborach prezydenckich, Demokratkę Kamalę Harris.

Powodem całej akcji, do dziś nie wiadomo na ile prawdziwym, miał być wysoki odsetek nielegalnych uchodźców somalijskich w mieście, ale rozlewająca się agresja sił zbrojnych zaczęła dotykać także Indian mieszkających w Minneapolis. W wielu wypadkach wystarczył ciemniejszy kolor skóry, by Indianie zaczęli być szykanowani na równi z innymi ciemnoskórymi mieszkańcami miasta: Latynosami i Afroamerykanami.

Little Crow Belcourt, członek plemienia Odżibwejów z White Earth i dyrektor Indigenous Peoples Movement komentuje to tak:

[ICE] po prostu zatrzymują losowo osoby o brązowym kolorze skóry. Niektórzy z naszych tubylczych (amerykańskich) mieszkańców są myleni z naszymi krewnymi zza południowej granicy.

Indiańskie Minneapolis

Podczas narastającej fali protestów ulicznych przeciwko agresji ICE coraz częściej można było zobaczyć Indian idących razem z białymi czy latynoskimi sąsiadami, od czasu do czasu widać charakterystyczne flagi Ruchu Indian Amerykańskich (American Indian Movement, AIM), na ulicach pojawili się tancerze powwow, tancerze azteccy, grupy modlitewne i samopomocowe.

W całym Kraju Indian (to umowne określenie terenów zamieszkiwanych przez ich wspólnoty, ale i oficjalny termin prawny w USA) zaczęły się zwoływać różne indiańskie grupy aktywistyczne by „pomóc Minneapolis”; posypały się głośne komentarze ze strony indiańskich liderów plemiennych i przywódców panindiańskich organizacji społecznych i politycznych. Do Minneapolis na specjalne modlitwy przybył znany lakocki mędrzec Arvol Looking Horse. Obecność tego ostatniego potwierdziła rangę wydarzeń w Minneapolis – pojawia się wszędzie tam, gdzie dzieją się ważne dla Indian sprawy. Mimo że Looking Horse jest duchowym przywódcą Indian Lakota, Dakota i Nakota, 19. Opiekunem Świętej Fajki, która zgodnie z tradycją Lakota została im podarowana przez Kobietę Białego Cielęcia Bizona – to zdobył autorytet u innych ludów tubylczych Ameryki i nieindiańskich strażników „miejsc świętych” na całym świecie.

Pojawia się naturalne pytanie: skąd Indianie w Minneapolis? I dlaczego Indianie z całego kraju przywiązują tak dużą wagę do obrony społeczności tubylczych w tym mieście?

Paradoksalnie to efekt polityki rządu federalnego, który w 1956 r. ogłosił ustawę o przeniesieniu Indian (Indian Relocation Act), która miała być elementem szerszej federalnej tzw. polityki likwidacji i asymilacji (termination and assimilation policy) prowadzonej w USA w latach 50. XX w.

Teoretycznie ustawa miała pomóc Indianom zintegrować się z „normalnym” społeczeństwem amerykańskim, a rząd obiecywał im pomoc finansową, pomoc w szkoleniach zawodowych, znalezieniu pracy i mieszkania, ale w praktyce oznaczało to zdemontowanie suwerenności plemiennej i rozbijanie wspólnot poprzez migrację do miast. Ustawa miała de facto doprowadzić do „rozwiązania kwestii indiańskiej” poprzez wygaszanie rezerwatów, a więc ośrodków tubylczej samorządności oraz zniesienie zobowiązań traktatowych rządu wobec plemion.

W latach 50. i 60. XX w. do miast trafiły tysiące Indian. Największe społeczności „Indian miejskich” powstały w Chicago, Los Angeles, Denver, Seattle i właśnie Minneapolis. To ostatnie było o tyle atrakcyjne dla Indian, że znajdowało się blisko rezerwatów, więc migracja – w oczach Indian – nie musiała oznaczać całkowitego zerwania z plemieniem.

Najsilniejszym skupiskiem Indian w Minneapolis są okolice East Franklin Avenue w południowej części miasta. Sercem tej społeczności jest osiedle Little Earth powstałe w 1973 r. jako pierwszy w Stanach Zjednoczonych projekt mieszkaniowy przeznaczony wyłącznie dla tubylczych Amerykanów.

Mimo że „indiańskie osiedle” w tamtych czasach nie ochroniło jego mieszkańców przed uzależnieniami i chorobami cywilizacyjnymi, to jednak dziś jest miejscem, gdzie żyją Indianie z różnych plemion (najwięcej Odżibwejów i Dakotów); gdzie najłatwiej mogą kultywować swoje plemienne i międzyplemienne  tradycje: ceremonie, powwow, spotkania starszyzny, programy językowe i działania edukacyjne; gdzie działają różne indiańskie instytucje (ośrodki zdrowia, poradnie prawne i instytucje kultury itp.).

East Franklin Avenue jest także nazywane „tubylczym korytarzem”, bo właśnie tu znajdują się liczne galerie i sklepy z rękodziełem oraz siedziby indiańskich organizacji społecznych prowadzone przez tubylczych liderów. To swoistego rodzaj łącznik między „mieszkaniowym” Little Earth a „instytucjonalną” East Franklin Avenue.

To właśnie w wyniku uchwalenia Indian Relocation Act, większość – bo obecnie ok. 70% – amerykańskich Indian mieszka w miastach, gdzie narodziła się nowa tożsamość „miejskich Indian”. To ona wygenerowała aktywizm zwalczający prawdziwe efekty tej polityki: ubóstwo, bezrobocie, uzależnienia, oderwanie od plemiennych tradycji, aktywny rasizm i agresję względem tubylczych społeczności.

W odpowiedzi na te zagrożenia, właśnie tu, w Minneapolis, w roku 1968 r. powstał Ruch Indian Amerykańskich – początkowo miejska formacja samoobrony przed atakami białych rasistów i brutalności policji, która z czasem przerodziła się w ogólnokrajowy indiański ruch oporu. AIM szczyt swojej popularności osiągnął w latach 70. i 80. XX w. i najbardziej jest kojarzony z okupacją osiedla Wounded Knee, Karawaną Złamanych Traktatów, Najdłuższymi Marszami, czy obozem Żółtego Grzmotu w Black Hills. Takie postaci, jak Dennis Banks, Clyde Bellecourt, Russell Means, John Trudell, czy Floyd Red Crow Westerman zyskiwały sławę dzięki AIM. Ruch nigdy się nie rozwiązał, ale z czasem w naturalny sposób podzielił się na samodzielnie oddziały miejskie, stanowe i plemienne. Teraz, po latach, aktywiści AIM wrócili do indiańskich społeczności w Minneapolis w swej pierwotnej roli – obrońców ich bezpieczeństwa.

Tak więc, gdy dziś dochodzi tam do aktów agresji względem Indian, wielu z nich odbiera je podwójnie negatywnie – również w świetle ich ciężkiej historii i wieloletnich traum.

Dawne wspomnienia i historyczne porównania powracają w publicznych wypowiedziach i komentarzach wielu indiańskich mówców, którzy podkreślają, że działania ICE są kontynuacją wieloletnich działań rządu federalnego wymierzonych przeciwko Indianom.

Terror ICE zapanował w wielu częściach miasta. Fot. Chad Davis. Informacja o licencji na końcu artykułu.

ICE przeciwko Indianom

Nie było żadnego wyraźnego momentu, w którym Indianie włączyli się w nurt protestów przeciwko ICE. Raczej było to wynikiem narastającego stopniowo poczucia zagrożenia w społecznościach tubylczych. Jednak jednym z poważnych momentów była nielegalna próba zatrzymania i wyciągnięcia z samochodu Rachel Dionne-Thunder (Big Stone Cree), założycielki i jednej z liderek Tubylczego Ruchu Obrony, (Indigenous Protector Movement, IPM), członkini AIM i jednej z indiańskich aktywistek praw człowieka (m.in. w sprawie Leonarda Peltiera). Przed uprowadzeniem z ulicy, niedaleko indiańskiej kawiarni Powwow Grounds, wyratowali ją znajdujący się blisko miejsca incydentu aktywiści z oddziałów AIM, IPM i Many Shields Society.

Potem poszło już szybko. Portal Indian Country Today podał 9 stycznia 2026 r., że co najmniej pięciu tubylczych Amerykanów zostało zatrzymanych, a nieznana liczba osób została przesłuchana przez funkcjonariuszy imigracyjnych w całym obszarze Minneapolis w ramach akcji, którą jeden z wysokich rangą urzędników nazwał „największą akcją imigracyjną w historii”[1].

W kolejnych dniach ICE zatrzymało na kilkanaście godzin kilku bezdomnych Siuksów, a Jose Roberto „Beto” Ramirez z plemienia Red Lake Nation został zatrzymany przez ICE na północnych przedmieściach Minneapolis, gdy jechał odwiedzić s ciotkę. W obu w przypadkach bez wyraźnego powodu. Incydenty z zatrzymaniami Indian i Latynosów zaczęły się powtarzać coraz częściej.

Wśród leżących najbliżej Minneapolis społeczności indiańskich z rezerwatów Leech Lake Band of Ojibwe, Mille Lacs Band of Ojibwe, White Earth Nation i Bois Forte Band of Chippewa zaczęły narastać obawy przed bezprawnymi tam interwencjami ICE.

Wicegubernatorką Minnesoty jest Peggy Flanagan, członkini plemienia White Earth Ojibwe, która nie kryła oburzenia:

Rdzenni mieszkańcy są tu od niepamiętnych czasów – nikt nie jest obywatelem tego kraju dłużej niż my. Profilowanie rasowe dokonywane przez ICE, którego doświadcza nasza społeczność, jest haniebne. Serce mi pęka, gdy słyszę o tym, co się dzieje, i bardzo mnie to wkurza. ICE sprawia jedynie, że nasze społeczności stają się mniej bezpieczne. Oni muszą opuścić Minnesotę i zostawić nas w spokoju. Mam apel do mieszkańców Kraju Indian – dbajcie o siebie i bądźcie ostrożni!

Akcje ICE, co pokazują liczne relacje, obfitują w akty agresji. Funkcjonariusze wdają się w bijatyki z pokojowymi demonstrantami, wyciągają niewinnych ludzi z samochodów i kładą ich na ziemi, używają gazu pieprzowego i wielokrotnie grozili demonstrantom naładowaną bronią. Gdy pewnego dnia funkcjonariusze amerykańskiej straży granicznej (kolejna służba zaangażowana w akcje w Minneapolis) wtargnęli do liceum Roosevelt High School, skuwając kajdankami i obezwładniając osoby przebywające na terenie szkoły oraz używając broni chemicznej, inne szkoły publiczne w Minneapolis ogłosiły, że ze względu na bezpieczeństwo zostają zamknięte na pewien czas.

Liderzy społeczności indiańskich zareagowali zdecydowanie: po zabójstwie Good i wspomnianym nalocie ICE na publiczną szkołę średnią również kilka organizacji plemiennych w Minneapolis zamknęło swoje siedziby, ale jednocześnie kilka z nich zapowiedziało, że będą wydawać plemienne dowody tożsamości wszystkim członkom w wieku od pięciu lat (wcześniej wydawali je członkom plemion od 12 roku życia).

W Twin Cities – tak nazywany jest konglomerat miejski Minneapolis–Saint Paul – mieszka przeszło 35 tysięcy Indian i wszyscy czują się zagrożeni. Robert Lilligren (White Earth Ojibwe), prezes Native American Community Development Institute, na jednej z konferencji powiedział:

Jesteśmy obecnie atakowani przez nasz rząd federalny. Dzisiaj byliśmy świadkami niesamowitej eskalacji przemocy wobec rdzennej ludności i czujemy, że nie jesteśmy bezpieczniejsi z powodu obecności władz federalnych w naszym mieście i naszej społeczności.[2]

Przygotowania do wypuszczenia patroli AIM w miasto. Fot. NDN Collective

Zareagowała także inna, znana z kampanii Land Back, organizacja NDN Collective, która wspomina na swoim portalu:

… społeczność reaguje wzajemną pomocą, aby zapewnić zaspokojenie podstawowych potrzeb wszystkich. Jak wspomnieliśmy, wiele osób boi się opuszczać swoje domy, aby zrobić zakupy spożywcze lub pójść do pracy. Dlatego członkowie społeczności organizują się, aby dostarczać artykuły spożywcze lub odwozić dzieci do szkoły. Powwow Grounds i All My Relations Gallery na Franklin Ave w południowym Minneapolis służą obecnie jako centrum społecznościowe dla wielu osób. Ludzie przychodzą tam, by uczestniczyć w ceremoniach, brać udział w patrolach i organizować dostawy artykułów dla potrzebujących rodzin.[3]

Działania w Minneapolis nie były pierwszym incydentem wymierzonym w tubylcze grupy. Już w 2025 r. wiele plemion wskazywało na rosnące zagrożenie agresją ICE.

Wiemy obecnie, że członkowie plemienia Nawahów i zarejestrowani członkowie innych plemion są zatrzymywani w Phoenix i innych miastach przez ICE,

powiedziała wówczas przewodnicząca Rady Narodu Nawaho Crystalyne Curley podczas posiedzenia komisji Naabik’íyáti’ (jeden z najważniejszych komitetów wykonawczych w strukturze politycznej Nawaho, odpowiedzialny m.in. koordynację prac innych komisji Rady, opiniowanie projektów ustaw przed ich skierowaniem do Rady Nawahów i sprawy międzyrządowe – relacje z USA, innymi plemionami i stanami).

Reporterka Luna Reyna z redakcji Underscore Native News i Indian Country Today, opisywała już wtedy[4], że kilka społeczności przyspieszyło wydawanie plemiennych dowodów tożsamości. Siuksowie Yankton i Rosebud znieśli opłaty za wydanie dokumentów plemiennych, plemię Ho-Chunk zwraca koszty wyrobienia paszportów, a plemię Nawaho ogłosiło poradniki dla Indian w przypadku zatrzymania przez ICE. Wyrobienie sobie paszportu w USA często pozostaje jednak problemem ze względu na skomplikowaną biurokrację, spore koszty, duże odległości do pokonania oraz brak standardowych aktów urodzenia (wielu starszych Indian rodziło się w domach).

Aaron Payment, członek plemienia Chippewa z Sault St. Marie, były wiceszef Narodowego Kongresu Indian Amerykańskich (National Congress of American Indians, NCAI), wzywał do ulepszenia plemiennych dowodów tożsamości:

Zachęcałbym obywateli plemiennych, aby zwrócili się do swoich rządów o wydanie ulepszonych dowodów tożsamości lub jakiejś formy lepszej identyfikacji, ponieważ nie każdy ma pod ręką akt urodzenia, nie każdy prowadzi samochód, nie każdy ma dowód tożsamości wydany przez stan.

Problem tubylczych ID, w obliczu groźnych działań ICE, jest jednym z poważniejszych, bo nie wszyscy go posiadają, nie na wszystkich istnieje dodatkowa informacja o obywatelstwie amerykańskim: jedynymi formami weryfikacji obywatelstwa amerykańskiego są akty urodzenia i paszporty amerykańskie.

W lutym 2025 r. roku na łamach Indigenous Network ukazał przejmujący tekst dr Joanny Rose Benavidez: „Gorzka ironia: ICE atakuje rdzennych Amerykanów, stosując błędne profilowanie rasowe”[5]. Ta związana ze służbą zdrowia psychicznego naukowczyni pisze:

Jako osoba pochodzenia latynoskiego i rdzennego zmagam się z głębokim poczuciem oburzenia i niedowierzania, relacjonując najnowszy rozdział w burzliwej historii naszego narodu i jego rdzennych mieszkańców. W okrutnym zbiegu okoliczności potomkowie pierwotnych mieszkańców tej ziemi padają teraz ofiarą Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE) w serii niefortunnych nalotów, które ujawniają głęboko zakorzenione profilowanie rasowe nękające nasz system imigracyjny. Naród Nawahów, suwerenne terytorium obejmujące Arizonę, Nowy Meksyk i Utah, stał się epicentrum tego bezwzględnego ataku na prawa rdzennych Amerykanów. Co najmniej 15 rdzennych mieszkańców Arizony i Nowego Meksyku zgłosiło, że zostali zatrzymani w domach i miejscach pracy, przesłuchani lub zatrzymani przez federalne organy ścigania i wezwani do okazania dowodu obywatelstwa podczas operacji imigracyjnych. Ironia jest namacalna – ci, których przodkowie stąpali po tej ziemi od tysiącleci, są teraz proszeni o uzasadnienie swojej obecności.

[…]

Jako Latynoska i tubylka odczuwam boleśnie ciężar tej niesprawiedliwości. Nasze dziedzictwo jest świadectwem złożonej historii tego kontynentu, ale nigdy nie powinno być wykorzystywane jako narzędzie do dalszej marginalizacji społeczności rdzennych. Fakt, że tubylczy Amerykanie są myleni z nielegalnymi imigrantami, wiele mówi o wszechobecnych stereotypach i profilowaniu, które wciąż nękają nasze społeczeństwo.

[…]

Zmagając się z tą haniebną rzeczywistością, musimy zadać sobie pytanie: Co to mówi o naszym narodzie, gdy pierwotni zarządcy tej ziemi są traktowani z podejrzliwością i wrogością? Jak możemy pogodzić nasze ideały wolności i sprawiedliwości z traumatycznymi doświadczeniami, jakich doświadczają rdzenni mieszkańcy ze strony naszych własnych agencji rządowych?

Już wtedy apelowała, by w społeczeństwie amerykańskim nie dominowały grzechy kolonialnej przeszłości, by podjąć aktywny wysiłek na rzecz suwerenności tubylczych Amerykanów:

Wstyd tych nalotów powinien być sygnałem ostrzegawczym dla naszego zbiorowego sumienia.Musimy działać lepiej. Musimy być lepsi. Dla sprawiedliwości, dla naszego wspólnego człowieczeństwa i dla czci prawdziwego ducha tej ziemi, którą wszyscy nazywamy domem.

W 2026 r. do problemu odniósł się oficjalny parlament tubylczy, Narodowy Kongres Indian Amerykańskich, który wyraził „głębokie zaniepokojenie tymi incydentami”.[6] Kongres przypomniał, że

Fundacja Praw Rdzennych Amerykanów (NARF) opracowała „Zasoby dla osób i organizacji non-profit, do których zwróciła się ICE”. Dokument ten zawiera informacje o prawach obywateli plemion w przypadku kontaktu w domu, w pracy lub w miejscu publicznym,

zachęcając wszystkich obywateli plemion do „posiadania przy sobie co najmniej jednego dokumentu tożsamości (np. ważnego dowodu tożsamości plemiennego lub stanowego, paszportu lub aktu urodzenia)”.

Kongres jednoznacznie stanął po stronie plemion:

NCAI wspiera Narody Plemienne i ich obywateli w całych Stanach Zjednoczonych, dotkniętych niedawnymi działaniami ICE i działaniami egzekucyjnymi. Będziemy nadal wspierać Plemiona, dostarczając im rzetelnych informacji, edukując ich na temat praw i koordynując zasoby w celu ochrony naszych społeczności i rdzennej ludności.

Logo NCAI. Fot. NCAI.

Znacznie dalej poszedł prezydent NCAI, Mark Macarro (Pechanga Band of Luiseño Indians z Kalifornii), który przypomniał o niezbywalnych prawach narodów indiańskich do suwerenności:

Na długo, długo przed powstaniem Stanów Zjednoczonych istniały suwerenne narody plemienne, rządy z prawami, językami, gospodarkami i ziemiami ukształtowanymi przez dziesiątki tysięcy lat na tym kontynencie. Nasza suwerenność nie została ustanowiona traktatami ani przyznana przez Kongres. Jest ona nieodłączna i istniała przed kolonizacją. Traktaty nie dały nam suwerenności. Uznały ją. Konstytucja nas nie zdefiniowała. Ona nas uznała.[7] I dodał: Niech nikt nie ma wątpliwości, jednoczymy się ze wszystkimi naszymi krewnymi w Minnesocie.

Wymieniona w komunikacie NCAI Fundacja Praw Tubylczych Amerykanów (NARF) to jeszcze jedna uznana indiańska organizacja. Powstała ona w 1970 r., a więc na fali indiańskiej rebelii doprowadzającej finalnie do sporych zmian prawnych w relacjach rząd federalny – plemiona. NARF jest uznaną placówką dokumentującą bodaj całość „indiańskiego prawa” w USA i dysponuje obszernym zbiorem ustaw i orzecznictwa.

NARF także zabrała głos w „sprawie Minneapolis”. John Echohawk, dyrektor wykonawczy Fundacji, powiedział:

W całym Kraju Indian widzimy, jak agenci ICE nielegalnie zatrzymują, maltretują lub przetrzymują tubylczych Amerykanów. Trudno nie zauważyć ironii w zamykaniu pierwszych mieszkańców tego kraju w ramach akcji imigracyjnej. To dowód na to, że dochodzi do profilowania rasowego, i nie zamierzamy biernie przyglądać się, jak rząd Stanów Zjednoczonych porywa rdzennych mieszkańców.[8]

Levi Ricket w swym komentarzu dla Native News Online napisał, że wiele osób, z którymi rozmawiał

opisało życie w ciągłym strachu przed brutalnymi metodami stosowanymi przez ICE i innych agentów federalnych – metodami, które, jak twierdzą, obejmują zamaskowanych funkcjonariuszy, agresywne zatrzymania i konfrontacje fizyczne z mieszkańcami, którzy, jak twierdzą, nie zrobili nic złego. A poza tym, gdzie właściwie deportować rdzennego Amerykanina?[9]

I dodaje, że strach przed działaniami ICE nie ogranicza się do Indian:

Sondaż Marist opublikowany 5 lutego wykazał, że 65% Amerykanów uważa, że ​​ICE posunęło się za daleko. Dwa zabójstwa w Minneapolis w zeszłym miesiącu, dokonane przez federalnych funkcjonariuszy imigracyjnych, stanowiły decydujący moment w debacie na temat priorytetów egzekwowania prawa imigracyjnego. Według tego samego sondażu, 62% Amerykanów uznało strzelaniny za nieuzasadnione, a wielu twierdzi, że obecność ICE zmniejsza, a nie zwiększa bezpieczeństwo w miastach.

W lutym 2026 r. AIM i inne grupy indiańskie podjęły decyzję o organizacji okupacji Bdote – świętego miejsca obejmującego Coldwater Spring w Fort Snelling w Minnesocie oraz masowych protestów przeciwko operacji federalnej Operation Metro Surge. Okupacja Coldwater Spring jest organizowana w formie zimowego obozu wielu tipi. Jej uczestnicy w ramach kampanii Land Back domagają się zwrotu Fort Snelling narodowi Dakota i zaprosili władze stanu Minnesota do negocjacji.

Rachel Thunder-Dionne, wiceprezeska Ruchu Obrońców Ludów Tubylczych na konferencji prasowej w Minneapolis w 9 stycznia 2026 roku opowiada o próbie jej zatrzymania przez ICE. Zdjęcie: Darren Thompson.

Zaczęły się też protesty pod Whipple Federal Building – budynkiem federalnym, który – także położony na terenie Fort Snelling – stał się ostatnio centrum operacyjnym ICE. Protestujący wskazują także na inny, historyczny kontekst: Fort Snelling był obozem koncentracyjnym i miejscem traumy dla Dakotów po ich powstaniu w 1862 roku.

7 lutego 2026 r. odbyła się symboliczna eksmisja ICE pod nazwą: Not on Native Land, podczas którego liderzy organizacji wręczyli agentom ICE symboliczne „wezwanie do opuszczenia terenu” (eviction notice). Uczestnicy wpletli 4000 kolorowych wstążek modlitewnych w ogrodzenie budynku federalnego.

Pikanterii dodaje fakt, że szefową DHS jest Kristi Noem, która kilka lat wcześniej – gdy była gubernatorką Dakoty Południowej (2019-2025) – weszła w ostry konflikt z plemionami zamieszkującymi ten stan. Konflikt tak ostry, że Szejenowie i różne plemiona Siuksów w 2024 r. ogłosiły, że decyzją władz plemiennych zakazują Kristi Noem wjazdu na swoje terytoria.

O co poszło? W marcu 2024 r. Noem w publicznych wypowiedziach (oraz w materiałach promocyjnych swojej książki) stwierdziła, a jakże, że: rezerwaty w Dakocie Południowej są zdominowane przez kartele narkotykowe, że przywódcy plemienni rzekomo czerpią korzyści z tej sytuacji, a meksykańskie kartele mają silną kontrolę nad rezerwatami.

Przywódcy plemienni uznali te wypowiedzi za bezczelne, nieprawdziwe i obraźliwe oraz – uwaga! – podważające suwerenność plemienną. Władze tych plemion przypomniały Noem, że plemiona są suwerennymi narodami i mają prawo decydować, kto wjeżdża na ich terytorium, że gubernatorka nie przedstawiła dowodów na oskarżenia i że kłamliwa narracja o „kartelach przejmujących rezerwaty” wzmacnia stereotypy i szkodzi społecznościom indiańskim.

Władze plemion wykorzystały fakt, że rezerwaty nie są „terenem stanowym”, lecz obszarem, na którym jurysdykcja stanowa jest ograniczona (są suwerennymi terytoriami plemiennymi i nie podlegają władzy gubernatora stanu).

Osobiste zaangażowanie Noem w tłumaczenie agresji ICE w Minneapolis spowodowało, że Indianie mieli dość konkretne powody, by jej postawę uznać za wrogą – tym razem w Minnesocie – tym bardziej, że konflikt w mieście pogarszał już i tak napięte relacje między stanami a narodami tubylczymi, zwłaszcza w sprawach bezpieczeństwa i jurysdykcji.

Minneapolis to tylko wierzchołek góry lodowej. Z ICE problem mają Indianie z innych rezerwatów. Nie ma tygodnia, by nie płynęły z najróżniejszych stron informacje o siłowych zatrzymaniach Indian, wtargnięciach do domów, próbach rozdzielania rodzin, przetrzymywaniu na wielogodzinne przesłuchania. Ostrzegają Siuksowie z różnych stron, Szoszoni-Bannock, Ho-Chunk, Kri, Wrony, Muckleshoot i Puyallup, Pima, Nawahowie, tubylcze organizacje społeczne, kobiece i kulturowe. Niemal co tydzień ktoś nowy.

Mni Sóta Maḳoce

„Sprawa Minneapolis” jest odbierana przez Indian bardzo boleśnie, nie tylko z powodu terroru, jaki zapanował w mieście, ale również dlatego, że obudziła traumy eksterminacji Indian lata wcześniej – nie tylko z czasów Indian Relocation Act, ale jeszcze starszych czasów szkół rezydencjalnych dla Indian, wynaradawiających tubylcze dzieci.

Ale też spowodowała, że bardziej świadomie odwołali się do swych tradycyjnych wierzeń i przekonań, dzieląc się nimi z białymi przyjaznymi sąsiadami, wspólnie mając nadzieję na przetrwanie w tym świecie agresji. W swoim przekazie bardzo świadomie odrzucają mapy narzucone przez osadników i przypominają o pradawnej nazwie, która przetrwała wieki: Mni Sóta Maḳoce, czyli o nazwie: Kraina Wody Odbijającej Niebo.

Dla postronnego obserwatora wydarzeń w Minneapolis, Minnesota to stan. Jednak dla Dakotów, którzy do dziś zamieszkują te ziemie, to „Kraina, w której wody odbijają chmury”. I nie jest to tylko poetyckie określenie krajobrazu. To deklaracja przynależności. Kiedy manifestanci szli ulicami Twin Cities, hasło „To jest Mni Sóta Maḳoce” nie było tylko etnicznym sentymentem. Było przypomnieniem o suwerenności, która poprzedza powstanie jakiejkolwiek agencji federalnej.

Poza odniesieniami do Indian Relocation Act i sprawy szkół z internatami Indianie bardzo mocno porównują operację Metro Surge i towarzyszącą jej brutalność agentów ICE do działań kawalerii, która ponownie najeżdża Bdote – święte miejsce zbiegu rzek Missisipi i Minnesota. Dla tubylczych mieszkańców Minneapolis, Renee Good i Alex Pretti to nie „przypadkowe ofiary operacji”, ale kolejna krew przelana w szczególnym miejscu, które według wierzeń Dakotów jest punktem stworzenia ludzkości.

Gdy azteccy tancerze z grupy Kalpulli Ketzal Coatlicue prowadzili w Minneapolis jedną z manifestacji, ich przekaz był jasny: rytm naszych kroków mówi jasno, że nie ma różnicy między tubylczym mieszkańcem północy a tubylczym imigrantem z południa. W oczach kolejnego pokolenia członków AIM czy starszyzny z osiedla Little Earth, granica między USA a Meksykiem pozostaje konstruktem kolonialnym.

Ceremonia palenia szałwii przed kordonami agentów ICE to akt najwyższej odwagi kulturowej. To sygnał, że na ziemi Mni Sóta Maḳoce prawo federalne spotyka się z prawem naturalnym, które nakazuje chronić krewnych – niezależnie od tego, jaki paszport noszą w kieszeni.

Prokurator Keith Ellison i burmistrz Jacob Frey tak mocno akcentowali współpracę z grupami tubylczymi, bo rozumieją, że w Minneapolis siła symbolu jest potężniejsza niż nakaz rewizji. Używanie nazwy Mni Sóta Maḳoce w oficjalnych komunikatach i na transparentach demaskuje ICE jako „obcych” na tej ziemi.

Renee Good była poetką, reprezentowała świat dla Indian bardzo bliski i symboliczny zarazem. Wiedziała, że słowa mają moc stwarzania rzeczywistości. Dla wielu Indian jej nazwisko łączy się z prastarymi nazwami miejsc, tworząc nową mapę oporu. Mapa ta nie dzieli ludzi na legalnych i nielegalnych, ale na tych, którzy szanują świętość życia na tej ziemi (którzy – jak Alex Pretti – wyciągają na ulicy rękę z pomocą, nie bacząc na własne bezpieczeństwo) i na tych, którzy ulice miasta traktują ją jak poligon.

Indianie mają jasny przekaz: dopóki nie nauczymy się wypowiadać nazw takich jak Bdote czy Mni Sóta Maḳoce z należytym szacunkiem, nie zrozumiemy, o co tak naprawdę toczy się walka na ulicach Twin Cities. To nie jest tylko walka o reformę imigracyjną. To walka o ducha ziemi, która od tysięcy lat odbija w swoich wodach nie tylko chmury, ale i ludzkie sumienia.

Rachel Dionne-Thunder na jednym z indiańskich zgromadzeń mówiła: Nazywano nas dzikusami, później radykałami i anarchistami, dziś jesteśmy uznawani za agresywnych wewnętrznych terrorystów… Tymczasem to oni są agresywni, to oni niszczą ziemię. Ale to do nas wszystkich należy prawdziwa władza! Właśnie w ten sposób odwoływała się do tych tradycji: do tubylczego władania tymi terenami, a nie do władzy eliminującej innych.

Manifestacje przeciwko ICE w Minneapolis. Fot. Fibonacci Blue. Informacja o licencji na końcu artykułu.

Co dalej?

W połowie lutego rzecznicy DHS ogłosili stopniowe wycofywanie ICE z Minneapolis, co zostało przyjęte z ulgą przez demokratycznych polityków, gubernatora Walza, szefów policji stanowej, władze miejskie Minneapolis i indiańskie wspólnoty. Tom Homan, szef urzędu ds. granic, ogłosił:

Minnesota nie jest już stanem azylu dla przestępców.

Zdaniem Demokratów i Indian – nigdy nie była.

Ale zapowiedzi wyjścia ICE przyjmowane są również z ostrożnością. Bo co oznacza „stopniowe wycofywanie”? Jaka będzie rola „oddziału kontrolnego” pozostającego na miejscu? Poza tym nie wiadomo, co oznacza przenoszenie oddziałów ICE do innych części kraju – indiańskie plemiona i organizacje już uważnie się temu przyglądają.

Levi Ricket wspomina w swoim, przywołanym już wcześniej, tekście, że Demokraci, poruszeni skalą agresji ICE w Minneapolis, proponują reformę jej działania. Ma objąć m.in.: konieczność posiadania nakazów sądowych do wchodzenia agentów na teren prywatny, zakaz noszenia maseczek lub zasłaniania twarzy agentów, obowiązek posiadania widocznych identyfikatorów na mundurach i identyfikację ustną na żądanie, wprowadzenie ochrony wrażliwych miejsc, takich jak szkoły, kościoły, szpitale, lokale wyborcze i żłobki, koniec profilowania rasowego i ograniczenie liczby zatrzymań ze względu na rasę, język lub wygląd, stosowanie standardów użycia siły zgodne z przepisami policyjnymi, obowiązek noszenia kamer nasobnych do rejestrowania interakcji z obywatelami. Kongres musi położyć kres taktykom przypominającym gestapo, o których coraz częściej donoszą w przypadku ICE – podkreślił Ricket.

I jeszcze jedna sprawa. Skoro „problem ICE” został dostrzeżony przez Indian – i nie tylko ich – znacznie wcześniej, skoro stan zagrożenia został dość precyzyjnie nakreślony, to dlaczego dopiero Minneapolis stało się iskrą zapalną dla większego pożaru?

Może odpowiedź jest prostsza, niż nam się wydaje. Wcześniej wspomniano o tym, że gubernatorem Minnesoty jest Demokrata, który stanął naprzeciw tandemu Trump-Vance i może obecny rząd federalny uznał, że może wreszcie czas na odegranie się? Dlaczego ofiarami tej „białej wojny” demokratyczno-republikańskiej stali się Indianie? Może tylko dlatego, że są tak samo kolorowi jak Latynosi, podejrzliwie i nieprzyjaźnie taktowani przez administrację Waszyngtonu?

A może problem jest szerszy: politycy i aktywiści indiańscy od dawna stoją po tej stronie polityki, która głosi szacunek dla mniejszości narodowych, kulturowych i seksualnych. Nie jest to oczywiście reguła, ale wyraźnie dominujący trend. Indianie w latach 70. i 80. wywalczyli mnóstwo praw obywatelskich i politycznych dla indiańskich społeczności w rezerwatach i miastach. Niedawna kadencja Joe Bidena i obecność w jego administracji Deb Haaland (Pueblo Laguna), która szefowała Departamentowi ds. Wewnętrznych odpowiedzialnemu za ochronę środowiska, „politykę surowcową” USA i współpracę między rządem a plemionami, nadała wiele nowych praw i skierowała do wspólnot pieniądze na realizację rezerwatowych strategii ochrony środowiska, wody, języka, tradycji i zdrowia. Mogą więc być traktowani przez ludzi Trumpa jak polityczni wrogowie.

Donald Trump, generalnie rzecz ujmując, Indian nie lubi, co pokazał w Minneapolis, ale i odgrażając się, że zlikwiduje rezerwaty, które stoją na drodze eksploatacji surowców mineralnych. Podpisując „rozporządzenie o przywróceniu prawdy i zdrowego rozsądku” dokonał zmian w opisach licznych miejsc indiańskiej martyrologii – na skutek tego dokonano np. zmian w opisie Szlaku Łez w Narodowym Muzeum Amerykańskich Indian. Deportacja Czirokezów i innych plemion ze wschodu Ameryki Północnej do Terytorium Oklahomy, podczas której zginęły tysiące ludzi, nie jest już tam nazywana „czystką etniczną”, a „elementem rozwoju” USA i efektem „trudnych decyzji logistycznych”[10].

Choć z drugiej strony trzeba oddać, że to właśnie Donald Trump podpisał ustawę o ustanowieniu ochrony Wounded Knee jako miejsca masakry. Senator z Dakoty Południowej Mike Rounds napisał, że

Prezydent Trump oficjalnie podpisał ustawę Wounded Knee Massacre Memorial and Sacred Site Act. Ziemia w tym symbolicznym i świętym miejscu będzie teraz własnością plemion Oglala Sioux i Cheyenne River Sioux, aby zachować ją dla przyszłych pokoleń. Cieszę się, że nasza praca nad tą ustawą w ciągu ostatnich trzech lat przyniosła efekty. Będziemy nadal opowiadać historię Wounded Knee i wydarzeń, które miały miejsce w tym miejscu 135 lat temu.

Dla przyzwyczajonych do tradycyjnej amerykańskiej narracji, że była to zwykła bitwa, a nie masakra, mogło to być to spore zaskoczenie. Była to jednak jedna z niewielu ponadpartyjnych inicjatyw, wspieranych m.in. przez wpływowych republikańskich senatorów, która chroniła własność prywatną, poprawiała wizerunek prezydenta i jego relacje z politykami z Dakoty Południowej, a nie kosztowała podatników ani centa (plemiona same odkupiły ten teren od prywatnych właścicieli).

Donald Trump potrafi też dokonywać innych – opłacalnych wyborczo lub finansowo –przyjaznych gestów wobec poszczególnych plemion – uznał np. Lumbee Tribe of North Carolina, plemię z Północnej Karoliny, które po latach starań uzyskało pełne federalne uznanie jako 575. plemię w USA, co może mieć znaczenie przy urnach wyborczych.

Już 6 lat temu, w trakcie swojej pierwszej wygranej kampanii prezydenckiej, Donald Trump zyskał oficjalne poparcie Alvina Not Afraid Jr., przewodniczącego plemienia Wron (Crow) i innych plemiennych wodzów z południa USA.

Tłem tego sojuszu jest wspólnota interesów w postaci eksploatacji złóż,

pisał Bartosz Hlebowicz[11]. I można dopowiedzieć, że interes polityczny lub biznesowy Trumpa to motyw w każdej wymienionej tu sprawie.

Nie wiadomo jak zakończy się „sprawa Minneapolis” i co nastąpi po całkowitym wyjściu ICE z miasta. Na razie pewny jest niepokój, wzrastające poczucie krzywdy i gniewu. I niepewność jak ułożą się nowe relacje plemion i Waszyngtonu w trakcie tej kadencji Donalda Trumpa i w latach po jego prezydenturze.

 

Krzysztof M. Mączkowski

Marek Nowocień

 

 

 

 

Przypisy:

[1] Amelia Schafer, Five Native Americans detained by ICE during ongoing raids in Minneapolis, Indian Country Today, 9 stycznia 2026 r. (www.ictnews.org).

[2] Darren Thompson, Minneapolis Indigenous community organizes around ICE activity, Buffalo’s Fire, 10 stycznia 2026 r. (www.buffalosfire.com).

[3] NDN Collective, No one is Illegal on Stolen Land built by Stolen Hands: Lessons of Resistance from Mni Sota Makoce, NDN Collective, 25 stycznia 2026 r. (www.ndncollective.org).

[4] Luna Reyna, Native Nations Mobilize Against ICE Targeting and Profiling, Underscore Native News, 11 lutego 2025 r. (www.underscore.news).

[5] Joanna Rose Benavidez, The Bitter Irony: ICE Targets Native American Indians Using Misguided Racial Profiling, Indigenous Nerwork, 18 lutego 2025 r. (https://www.indigenousnetwork.org)

[6] NCAI, Knowing Your Rights as Citizens of Tribal Nations and the United States, 16 stycznia 2026 (www.ncai.org).

[7] Levi Rickert, ’Sovereignty Predates the United States,’ NCAI President Mark Macarro Tells Tribal Nations, Native News Online, 13 lutego 2026, (https://nativenewsonline.net).

[8] NARF statement on unlawful ICE activity, NARF, 16 stycznia 2026. (www.narf.org).

[9] Levi Ricket, Congress Must Impose Guardrails on Out-of-Control ICE, Native News Online, 8 lutego 2026 r.

[10] Mariusz Zawadzki, To już rok z Trumpem, „Gazeta Wyborcza”, 17-22 stycznia 2026 r.

[11] Bartosz Hlebowicz, Dlaczego indiańscy liderzy idą za Trumpem?, „Gazeta Wyborcza”, 18 września 2020 r. (www.wyborcza.pl).

 

 

Informacja o użytych tekście zdjęciach i licencjach, na podstawie jakich zostały użyte:

  1. Zdjęcie tytułowe: ujęcie z manifestacji przeciwko ICE, na samochodzie indiańskie hasło: „ICE precz z Mni Sóta Maḳoce. Nikt nie jest nielegalny na skradzionej ziemi” | Autor: Fibonacci Blue | the Creative Commons Attribution 4.0 International license | źródło: https://www.flickr.com/photos/44550450@N04/55058687618/
  2. Zdjęcie manifestacji po zabójstwie Renee Good z 7 stycznia 2026 | Autor: Chad Davis | the Creative Commons Attribution 4.0 International license. Attribution: Chad Davis | żródło: https://www.flickr.com/photos/chaddavisphotography/55029686826/
  3. Zdjęcie patroli ICE | Autor: Chad Davis | the Creative Commons Attribution 4.0 International license. Attribution: Chad Davis źródło: https://www.flickr.com/photos/146321178@N05/55029377450/
  4. Zdjęcie z przygotowań patroli AIM | fot. NDN Collective
  5. Logo National Congress of America Indian | fot. NCAI
  6. Rachel Thunder-Dionne na konferencji prasowej w Minneapolis w 9 stycznia 2026 roku. Fot. Darren Thompson | by Buffalo’s Fire
  7. Zdjęcie z manifestacji przeciwko ICE | fot. Fibonaxcci Blue | the Creative Commons Attribution 4.0 International license | źródło: https://www.flickr.com/photos/44550450@N04/55053502321