Rosyjska Ameryka powszechnie kojarzy się z Alaską i zadziwiającą sprzedażą jej Stanom Zjednoczonym. Ale to nie całość zagadnienia…

Rosjanie – i niewielu ma tego świadomość – penetrowali dużą część zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej, prawie po samo dzisiejsze San Francisco! Handlowali, zakładali osady, wchodzili w zatargi i konflikty zbrojne z Indianami. Z tego punktu widzenia rosyjska obecność w Ameryce nie różni się od kolonizacji brytyjskiej, francuskiej, hiszpańskiej, holenderskiej, czy amerykańskiej. Ale jednak była to „inna obecność”. Nigdy nie była trwała, carowie „nie mieli do niej serca”. To niesie za sobą konsekwencje w postrzeganiu kolonii rosyjskich przez samych władców Rosji: bardziej interesowali się innymi terytoriami na świecie.

Marek Budzisz, autor książki Koniec rosyjskiej Ameryki, twierdzi wręcz, że do końca rosyjskiego panowania na Alasce obserwować można symetryczność aktywności Petersburga na Bakanach i w basenie Oceanu Spokojnego. Rosyjska obecność w Ameryce i późniejsze zabiegi związane ze sprzedażą Alaski to efekty rosyjskiej globalnej polityki imperialnej Rosji, która miała interesy w Europie, Bliskim Wschodzie, w Azji i Ameryce Północnej.

Rosja w Ameryce – blisko i daleko

Choć „rosyjska Ameryka” to z jednej strony próba budowania trwałej obecności w zachodniej części kontynentu i na Alasce, to z drugiej zaś – brak przekonania o sensie tej obecności. Brak tego przekonania bazował na tym, że kolonie rosyjskie „były daleko”, ciągle były problemy z ich aprowizacją, rosły koszty utrzymania kolonii i prowadzenia działalności Kompanii Rosyjsko-Amerykańskiej, rosyjskiego ekspozytora handlowego w Ameryce Północnej. Historycy mówią też o innych powodach…

Istnieją interpretacje zmierzające ku temu, że sprzedaż Alaski to kwestia … załatania dziury budżetowej Rosji. Choć z drugiej strony – nieprawdopodobne z dzisiejszej perspektywy – było to kwestia wzmocnienia sojuszu … rosyjsko-amerykańskiego, jaki rysował się w XIX w.

Książka Marka Budzisza obfituje w wiele zaskakujących tez i informacji. Autor czytelnie pokazuje, jak skomplikowaną materią jest polityka zagraniczna w wykonaniu tak dużego państwa – niejednorodnego wewnętrznie – jak Rosja, jakie są zależności wynikające z decyzji podejmowanych w sprawach jednego zakątka na świecie mające konsekwencje geopolityczne w innym, całkiem odległym.

Budzisz pisze, że ów silny alians amerykańsko-rosyjski miał być wzmocnieniem siły Rosji na Dalekim Wschodzie w kontekście rozgrywki o uzyskanie terytoriów chińskich, przewagi w relacjach z Japonią i wpływów w Korei. Taki układ sił dawał Rosji nie tylko przewagę nad Anglią w Indiach, ale również dawałby Rosji wolną rękę zarówno w Azji Centralnej, jak i staraniach o anulowanie zapisów traktatu paryskiego i rewizję układu sił na Bałkanach, a na tym Rosji zależało bardziej.

Książka jest gęsta od faktów, analiz, komentarzy, odniesień do dokumentów, innych książek – literatury w języku angielskim i rosyjskim, bo polskiej literatury na ten temat nie ma – oraz korespondencji pomiędzy politykami tamtych czasów.

Rosja, też kolonizator

Historia „rosyjskiej Ameryki” na kartach książki Marka Budzisza to historia Rosji mającej interesy na całym świecie, ale jednocześnie historia USA i rosnącej z roku na rok amerykańskiej siły na kontynencie. To historia wzajemnego zbliżania się Rosji i USA, terytorialnego i politycznego. Rosja „szła” z północy, Alaski, wzdłuż zachodniego wybrzeża, na południe, USA ze wschodu na zachód, podbijając ludy tubylcze, ale i wykupując olbrzymie połacie kraju od Francji. Dziś trudno sobie wyobrazić tę rosyjsko-amerykańską współpracę, ale wówczas była ona silna i obfitowała na przykład w pomysły rosyjsko-amerykańskiej współpracy gospodarczej i handlowej, w oparciu o rosyjskie forty wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki. Wyobrażacie sobie rosyjskie San Francisco?

Marek Budzisz nie zapomina o nakreśleniu wewnętrznej sytuacji w Rosji, o koncepcjach polityk tworzonych w różnych środowiskach, o rywalizacji różnych frakcji, w końcu o „polskim problemie” wynikającym z Powstania Styczniowego i zagrożenia wolnościową „polską zarazą”, która miała być potencjalnym zapalnikiem antyrosyjskiej rebelii na Syberii.

Nie jest jasne, co było decydującym czynnikiem rosyjskiego odwrotu z Ameryki Północnej oraz sprzedaży Alaski Amerykanom. Po lekturze książki Marka Budzisza śmiem twierdzić, że był to zbiór wielu czynników niż jeden decydujący. Streszczając, można je ująć w kilka tez. Raz brak możliwości utrzymywania nierentownej Kompanii Rosyjsko-Amerykańskiej, dwa – brak możliwości ochrony kolonii rosyjskich na ataki. Rosja nigdy nie była do końca przekonania do swej ekspansji na kontynencie amerykańskim, w przeciwieństwie do swej obecności nad Amurem, a poza tym chciała uniknąć konfliktów z USA.

Rusyfikacja Indian się nie udała

Dwór carski odnotowywał brak sukcesów w rusyfikacji indiańskich ludów na „swoim” terenie, mimo około siedemdziesięcioletniej obecności na kontynencie. W końcu sprzedaż Alaski była traktowana jako szansa na oskrzydlenie angielskiej Kanady przez USA – w kontekście angielsko-rosyjskich sporów w Europie i sojuszu rosyjsko-amerykańskiego. Nie można wykluczyć, że zadziałały także partykularne interesy wysokich urzędników rosyjskich nagabujących cara do transakcji.

Interesując się sprawami indiańskiej Ameryki trzeba czasami sięgnąć do pozycji traktujących o tych sprawach marginalnie. Książka Budzisza jest właśnie taką, ale pokazuje złożoność politycznej sytuacji na kontynencie amerykańskim. To właśnie ta wielka polityka zaważyła na losach narodów tubylczych.

Krzysztof M. Mączkowski

Marek Budzisz
Koniec rosyjskiej Ameryki
Ośrodek Myśli Politycznej
Kraków 201
7