Polityka amerykańska po ostatnich wyborach prezydenckich mocno przyspieszyła. Zapowiadane przez Donalda Trumpa zmiany polityczne i ekonomiczne zaczęły wchodzić w życie dość szybko i wielu wypadkach nie wyglądają zbyt przyjaźnie dla narodów tubylczych. Choć wiele z nich jest zaskakujących i wymykają się one spod łatwych ocen.
Spójrzmy na obecną sytuację amerykańskich Indian i spróbujmy nakreślić jakieś scenariusze na przyszłość. Tym bardziej, że wraz z administracją Joe Bidena, przyjazną dla Indian, odeszli ludzie, którzy kształtowali federalną politykę względem „wewnętrznych narodów”, jak nazywane są plemiona indiańskie w USA.
Deb Haaland odchodzi, Deb Haaland kandyduje…
Deb Haaland to jedna z najbardziej wyrazistych postaci rządu Joe Bidena. Sekretarz Departamentu Spraw Wewnętrznych to taki amerykański odpowiednik polskiego ministerstwa ds. środowiska, ale wzbogacony o cały segment kompetencji w zakresie ustanawiania polityki USA względem rządów plemiennych.
Pisaliśmy o niej na początku jej kadencji i wskazywaliśmy z jak dużymi nadziejami witali jej misję Indianie z wielu plemion, organizacji, rezerwatów i miast. I chyba tych nadziei nie zawiodła.
Jej działalność skupiała się na przywracaniu ograniczeń w wydobywaniu surowców na indiańskich terytoriach – tym samym odwróciła wiele decyzji administracji Trumpa z jego pierwszej kadencji, które m.in. ułatwiały wydobycie ropy i gazu na terenach federalnych. Przykładem jest przywrócenie ograniczeń dotyczących odwiertów w Arktycznym Narodowym Rezerwacie Przyrody na Alasce.
Haaland wspierała rozwój energii odnawialnej, również na terenach plemiennych, co było znaczącym krokiem w stronę dekarbonizacji sektora energetycznego w całych USA.
Realizowała America the Beautiful Initiative, program ochrony 30% ziem i wód USA w perspektywie do 2030 roku. Wspierała też działania, które miały na celu zarówno ochronę przyrody, jak i zwiększenie dostępu do niej, co zwiększa świadomość ekologiczną mieszkańców USA.
Jednym z głośnych jej decyzji było uruchomienie Federal Indian Boarding School Initiative, śledztwa w sprawie przemocy i nadużyć w federalnych szkołach z internatem dla indiańskich dzieci, gdzie przez dziesięciolecia dochodziło do przymusowej asymilacji.
Była zdecydowanym i konsekwentnym ambasadorem ludów tubylczych w Waszyngtonie, w rządzie Bidena i na forum międzynarodowym. Coroczne konferencje Białego Domu na temat narodów tubylczych także dzięki niej zaczęły nabierać konkretnego wymiaru realnej współpracy między rządem federalnym a plemionami.
Ważnym segmentem jej aktywności były działania dotyczące ograniczenia suszy, szczególnie uciążliwej w jej rodzinnych stronach, na Południowym Zachodzie. Wzmocniła budżet i działania służb walczących z pożarami lasów i poprawiających odporność ekosystemów, na poziomie federalnym i stanowym.
Na szczęście, jej aktywność polityczna nie kończy się wraz z odejściem rządu Bidena. Deb Haaland ogłosiła start w wyborach na gubernatora Nowego Meksyku, które mają odbyć się w 2026 r. Jeśli dostanie nominację Demokratów i wybory wygra, może być pierwszą tubylczą Amerykanką, która będzie gubernatorem jakiegokolwiek stanu. W Nowym Meksyku żyją społeczności przeszło dwudziestu plemion uznanych przez władze federalne; wśród nich znani Nawahowie, a także Apacze i inni.

Deb Haaland. Screen z klipu wyborczego na gubernatora Nowego Meksyku
Kampania Haaland może być trudna, gdyż jest kandydatką głośno odwołującą się do spraw ekologii, nie wstydzi się wyrażać sprzeciwu wobec nieskrępowanego rozwoju sektora ropy i gazu oraz swojego poparcia dla amerykańskiego zielonego ładu. A Nowy Meksyk to stan, który znaczne dochody czerpie właśnie z wydobycia ropy i gazu.
W wywiadzie dla „Indian Country Today” mówi: Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić naszym dzieciom czyste środowisko. Kiedy byłam w Kongresie, wybrałam się na wycieczkę do niektórych z tych szybów. Można było spojrzeć przez kamerę na podczerwień i zobaczyć metan, który się stamtąd wydobywał. Jak wszyscy wiemy, chmura metanu nad Nowym Meksykiem nie powstała przypadkowo. Myślę, że musimy być znacznie bardziej ostrożni w kwestii tego, co wyrzucamy w powietrze, zwłaszcza w dobie zmian klimatycznych. I absolutnie wierzę, że musimy zrównoważyć potrzeby naszego stanu. Tak wiele osób twierdzi, że jest to albo-albo. Myślę, że możemy zrobić jedno i drugie. Myślę, że możemy tworzyć miejsca pracy. Myślę, że możemy mieć czyste środowisko. Myślę, że możemy jednocześnie dbać o zdrowie naszych dzieci (Indian Country Today, wywiad Julii Goldberg z Deb Haaland: „These aren’t normal Times”, 3 marca 2025).
Szanse Haaland zwiększa fakt, że ogłosiła program odwołujący się do szerokiego spektrum wyborców, zwracając uwagę na wspieranie małych przedsiębiorstw, obniżenie kosztów życia, wzmocnienie bezpieczeństwa publicznego i edukacji. Jako niedawna „ministra od ekologii i Indian” zaznacza w swym programie sprawy ochrony środowiska i rozwoju energii odnawialnej, a także wzmocnienia współpracy z plemionami tubylczymi i ochrony ich praw.
Deb Haaland zna wyzwania, przed którymi stoją mieszkańcy Nowego Meksyku, ponieważ sama je przeżyła. Pracowałem z nią blisko, kiedy służyła w Kongresie i jako pierwsza w Ameryce sekretarz gabinetu ds. tubylczych Amerykanów. Ma to, czego potrzeba, aby kontynuować misję dla Nowego Meksyku. Jestem dumny, że mogę wspierać jej kampanię, powiedział senator Ben Ray Luján (Native News Online, Neely Bardwell: “Deb Haaland’s Campaign for Governor Raises $1 Million”, 27 lutego 2025).
Haaland odwołuje się do nowomeksykańskiej dumy z piękna tego stanu: Nie na darmo nazywamy Nowy Meksyk krainą czarów. W ciągu ostatnich dwóch tygodni przejechałam prawie cały Nowy Meksyk…{…] wiem, że mamy piękne krajobrazy, które naprawdę musimy chronić. Wielokrotnie mówiłam, że są miejsca, które są zbyt wyjątkowe, by prowadzić w nich odwierty lub kopalnie, więc musimy upewnić się, że tutaj, w Nowym Meksyku, chronimy przestrzenie, które ludzie szanują i które przynoszą dumę i, szczerze mówiąc, radość mieszkańcom Nowego Meksyku (Indian Country Today, 3 marca 2025).
Leonard Peltier w domu!
To właśnie Deb Haaland przypisuje się ostateczne przekonanie prezydenta Joe Bidena, by dosłownie w ostatnich godzinach swego urzędowania podpisał akt zwolnienia Leonarda Peltiera z więzienia.
Leonard Peltier to jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych w historii Stanów Zjednoczonych. Jego historia rozpoczęła się w latach 70. XX wieku, kiedy w ramach Ruchu Indian Amerykańskich (American Indian Movement, AIM), prowadził działalność na rzecz obrony amerykańskich Indian, sprzeciwiając się brutalności policji atakującej Indian w wielu miejscach, łamaniu traktatów oraz ubóstwu w rezerwatach.
Sam AIM, założony w 1968 roku w Minneapolis, stał się odpowiedzią na powszechną segregację rasową i brutalne traktowanie Indian w miastach. W efekcie AIM, początkowo organizacja broniąca miejskich Indian w Minneapolis przed atakami białych rasistów, stał się ogólnokrajową organizacją działającą na rzecz poprawy warunków życia Indian, zwracającą uwagę na walkę o samostanowienie, prawa obywatelskie, prawa religijne oraz przeciwstawienie się łamaniu traktatów.
Mieszkaniec Minneapolis i tancerz słońca Joseph Bester dawniej działał w patrolach AIM, które jeździły po ulicach południowego Minneapolis i St. Paul, by zapewnić bezpieczeństwo rdzennym mieszkańcom.
„Nasze kobiety zdają się mieć namalowane cele na plecach” – powiedział Bester. „Nie tylko kobiety, ale wszyscy nasi bezbronni ludzie. Teraz nie jest już tak źle, ale wtedy to było tak, jakby policja w ogóle tego nie dostrzegała ((ICT, Melissa Van Der Stad: „American Indian Movement members watch over ‘lekší’ Leonard Peltier”, 23 lutego 2025).

Leonard Peltier na grafice AIM już po uwolnieniu z więzienia
Peltiera, aresztowanego w Minneapolis, nie było akurat w Wounded Knee, w rezerwacie Pine Ridge w Dakocie Południowej w 1973 r., kiedy doszło tam do najsłynniejszej akcji AIM, okupacji osady, ale stał się znany z powodu tzw. „incydentu z Oglala”. W 1975 roku, w rezerwacie Pine Ridge doszło do strzelaniny, w której zginęło dwóch agentów FBI i jeden członek AIM. Oskarżono Peltiera o zastrzelenie obu agentów, choć dowody są mocno wątpliwe. Cały proces Peltiera obfitował zresztą w liczne nieprawidłowości, w tym zastraszanie świadków oraz manipulowanie dowodami, co wzbudziło wątpliwości co do bezstronności aparatu sprawiedliwości. Sami prokuratorzy pierwotnie zaangażowani przeciwko Peltierowi, z czasem zaczęli przyznawać, że sprawa jest wątpliwa. Mimo tych okoliczności, Peltier został skazany na podwójne dożywocie za pomoc i podżeganie do morderstwa, a jego sprawa stała się symbolem dyskryminacji wobec Indian.
W ciągu prawie 50 lat spędzonych w więzieniu, Leonard Peltier stał się symbolem walki o sprawiedliwość i wolność Indian. Jego sprawa przyciągnęła uwagę międzynarodową, a organizacje praw człowieka, takie jak Amnesty International, uznały go za więźnia politycznego. W jego obronie protestowali najwięksi tego świata, przywódcy polityczni, religijni i setki tysięcy zwykłych ludzi na całym świecie. Również w Polsce. Sytuacja Peltiera była o tyle beznadziejna, że AIM został uznany za organizację terrorystyczną wspieraną przez Sowietów, wręcz za zagrożenie dla interesów amerykańskiego państwa; samo FBI latami protestowało i naciskało na kolejnych prezydentów USA, uznając za skandal jakiekolwiek rozważanie możliwości uwolnienia „mordercy z zimna krwią”.
Po niemal pięciu dekadach za kratami, w styczniu 2025 roku, na minuty przed odejściem prezydent Joe Biden zadecydował o jego przeniesieniu do aresztu domowego. Po wyjściu z więzienia, Peltier powrócił do rezerwatu Turtle Mountain Band of Chippewa w Północnej Dakocie, gdzie zorganizowano mu uroczyste powitanie.
Jego uwolnienie zostało uznane przez wielu w Kraju Indian za symboliczny krok w kierunku pojednania i uznania praw tubylczych Amerykanów w Stanach Zjednoczonych oraz zakończenia „najdłuższej wojny z Indianami”.
Peltier, mimo wielu lat spędzonych za kratami, nigdy nie utracił siły ducha. W swoich przemówieniach, przesłaniach, książkach i tekstach podkreślał, że jest niewinny i że choć ciało zostało uwięzione, to jego wolność ducha pozostała niezłomna.
Zwolnienie Peltiera z więzienia na Florydzie odbiło się szerokich echem w wielu krajach. Na ceremonii powitania, hucznej i transmitowanej na cały świat, spotkali się członkowie rodziny Leonarda Peltiera, aktywiści działającej na rzecz jego zwolnienia organizacji NDN Collective, działacze innych organizacji, w tym weterani AIM.
Jeden z nich, Walking Elk, powiedział dla ICT: Na początku AIM zidentyfikował wrogów Indian, którzy niszczyli naszą kulturę. Wymienili alkohol, narkotyki i kolonizację jako całość, ale w szczególności rząd USA, religię – chrześcijaństwo – i edukację.
Inny uczestnik spotkania powitalnego, krewny Peltiera Joseph Blake, przyznawał dla ICT, że nigdy nie sądził, że dożyje dnia, w którym Peltier wróci do domu.
Joseph Blake miał zaledwie 8 lat, gdy Peltiera aresztowano za zabójstwo dwóch agentów FBI podczas strzelaniny na terenie rezerwatu Pine Ridge w południowo-zachodniej Dakocie Południowej. Tego dnia zginął także jeden z członków AIM, spisuje wrażenia reporterka Melissa Van Der Stad […] Jak mówi, przez lata rodzina Blake’a przywoziła z Pine Ridge opowieści o tym, co się tam działo, i opowiadała mu, jak AIM miał nadzieję pomóc mieszkańcom rezerwatu w poprawie warunków życia […] Jako mały chłopiec Blake obserwował, jak jego nastoletni kuzyn, wujek i inni członkowie AIM przez lata wielokrotnie wyjeżdżali z Minneapolis do Pine Ridge. W latach 70. napięcia w Pine Ridge sięgały zenitu. Relacje z tamtego czasu opisywały rezerwat niemal jak strefę wojenną – w latach 1973–1975 doszło tam do 60 nierozwiązanych morderstw (ICT, 23 lutego 2025).
Bezpośrednią kampanię na rzecz uwolnienia Peltiera koordynowała NDN Collective, tubylcza organizacja uchodząca za kontynuację walecznego AIM (choć sam Ruch nie przestał istnieć) pod wodzą Nicka Tilsena. Na portalu NDN Collective aktywiści organizacji piszą: Dzięki wsparciu NDN Collective i partnerów społecznościowych Leonard wrócił do rezerwatu Turtle Mountain w Północnej Dakocie, po raz pierwszy od pięciu dekad stawiając stopę na rodzinnej ziemi. Następnego dnia setki osób zgromadziły się, by uczcić powrót szanowanego starszego do domu.
Leonard dobrze radzi sobie z powrotem do życia wśród swojego ludu i jesteśmy wdzięczni, że znów jest wśród rodziny i bliskich.
Powrót Leonarda do domu to wspólne zwycięstwo tubylczych narodów, wywalczone dzięki dekadom działań organizatorów rdzennego pochodzenia, obrońców praw człowieka, politycznych sojuszników i wielu innych krewnych. Wkład NDN Collective w walkę o uwolnienie Leonarda Peltiera był wieloletni i wieloaspektowy, skoncentrowany na zapewnieniu jego bezpiecznego powrotu do społeczności. Mieliśmy zaszczyt brać udział w tej walce – przykładzie wielopokoleniowego rdzennego oporu, który jest rozległy, dynamiczny i trwały […] Kiedy NDN Collective podjął się kampanii „Uwolnić Leonarda Peltiera” w 2022 roku, nasz zespół był świadomy historycznego ciężaru tego wysiłku. Wielu z nas dorastało, znając historię Leonarda i niesprawiedliwość jego sprawy. Od początku postawiliśmy sobie jasny cel – współpracować bezpośrednio z Leonardem i podążać za jego wskazówkami w organizowaniu kampanii. Kierownictwo NDN Collective od samego początku domagało się rozmowy bezpośrednio z Leonardem, z minimalnym udziałem osób trzecich.
„Złożyliśmy przysięgę i zobowiązanie, że uwolnimy Leonarda Peltiera i sprowadzimy go do domu” – powiedział Nick Tilsen, założyciel i dyrektor generalny NDN Collective. – „Modliliśmy się, organizowaliśmy, pracowaliśmy jako rzecznicy jego sprawy i nigdy się nie poddaliśmy (NDN Collective: „Bringing Him Home. NDN Collective’s Historic and Ongoing Support of Leonard Peltier”, 17 kwietnia 2025).
NDN Collective zorganizował i uczestniczył w niezliczonych spotkaniach z urzędnikami federalnymi, przedstawicielami władz oraz przywódcami plemiennymi. Opracowali swoją strategię medialną, której głównym celem było utrzymanie nazwiska Peltiera w przestrzeni publicznej, przypominanie jego historii i niesprawiedliwości aresztowania.
W ostatnich latach organizowali karawanę przez kilka stanów oraz akcję bezpośrednią przed Białym Domem (2023), która zakończyła się aresztowaniem 35 osób, w tym Nicka Tilsena. Również w 2023 r., we wrześniu, setki osób zgromadziły się – jak to piszą – „na ziemiach Piscataway” przed Białym Domem, domagając się ułaskawienia Peltiera. Ta akcja także zakończyła się aresztowaniem aktywistów.
W 2024 roku NDN Collective prowadził intensywne spotkania z urzędnikami federalnymi, członkami Kongresu i przywódcami plemiennymi, by zabiegać o wolność Peltiera. To właśnie NDN Collective opracował list do prezydenta Bidena w sprawie ułaskawienia, który poparło ponad 125 przywódców plemiennych: Organizowaliśmy liczne wiece i czuwania modlitewne, prosząc o jego uwolnienie.
Na kilka dni przed przesłuchaniem warunkowym Leonarda zorganizowaliśmy marsz i wiec w Rapid City, przed sądem federalnym, rozkładając transparent o wymiarach 150×25 stóp z napisem: „Prezydencie Biden: Uwolnij Peltiera teraz!”. Baner leżał przed sądem przez 49 minut – symbolizując 49 lat, które Leonard spędził w więzieniu […] W ostatnich miesiącach prezydentury Bidena zwiększyliśmy wysiłki, by upewnić się, że rozważa sprawę Leonarda. Nasza petycja pt. „Prezydencie Biden: Uwolnij Leonarda Peltiera, Udziel Ułaskawienia Teraz” zebrała 15 377 podpisów. Kontynuowaliśmy intensywną kampanię w mediach społecznościowych, regularnie publikując treści związane z Leonardem aż do ostatniego dnia urzędowania Bidena (NDN Collective, 17 kwietnia 2025).
Mają więc ogromną i zasłużoną satysfakcję aktywiści NDN Collective i sam Nick Tilsen mówiący, że kontynuowaliśmy walkę, którą prowadzili inni przed nami, i sprowadziliśmy Leonarda Peltiera do domu.
To NDN Collective opracował szczegółowy plan jego uwolnienia, w tym wysłanie „zespołu wsparcia” na Florydę i koordynację transportu do Dakoty Północnej. Mając na uwadze wysoką stawkę, wiek Leonarda i jego stan zdrowia, wysłaliśmy zespół ochrony, duchowego przewodnika, medyka społecznościowego, pielęgniarkę oraz zaufanych pracowników NDN Collective […] Wysłaliśmy również zespół do Turtle Mountain, gdzie czekał na niego w pełni umeblowany dom, zakupiony przez NDN Collective. Nasz personel nadzorował remont, posprzątał i przystosował dom do jego potrzeb, dbając, by Leonard wszedł do bezpiecznego, komfortowego i gotowego dla niego miejsca (NDN Collective, 17 kwietnia 2025).
Sam Peltier mówi dla tego portalu tak: Jestem wdzięczny NDN Collective. To oni prowadzili działania na rzecz ułaskawienia i przyczynili się do mojego uwolnienia po 49 latach w więzieniu. Kupili i przygotowali dla mnie dom. Zapewnili mi wszystko, czego potrzebowałem – ochronę, transport – od momentu, gdy wyszedłem z więzienia, aż do chwili, gdy wszedłem do mojego domu w Turtle Mountain. Pomogli mi wrócić do mojej społeczności i traktowali mnie z godnością i szacunkiem (NDN Collective, 17 kwietnia 2025).
NDN Collective nie zakończył swojej aktywności na rzecz Leonarda Peltiera: Nadal zarządzamy licznymi prośbami o spotkania – także od ludzi, którzy szanują jego dziedzictwo, ale nie do końca rozumieją ograniczenia jego sił fizycznych i psychicznych po niemal półwieczu spędzonym w izolacji. Przestrzegają, że pojawiło się wiele osób chcących na powrocie Peltiera nieuczciwie zarobić, w tym fałszywe profile, które wyłudzają pieniądze nie przeznaczone dla Leonarda.
Bohater nie został ułaskawiony, ale zamieniono mu pobyt w (ciężkim) więzieniu na areszt domowy, co w przypadku schorowanego Peltiera jest wybawieniem. W warunkach tego zwolnienia jest zapisana możliwość jego uczestnictwa w ceremoniach religijnych, co – jak widać na FB – Peltier i jego otoczenie pozytywnie wykorzystuje.
Leonard Peltier, choć pewnie już nie pretenduje do roli lidera indiańskiego aktywizmu, jest nadal żywą legendą, może być mentorem dla młodych pokoleń i inspiratorem dla nowych pokoleń indiańskiej walki o lepsze jutro.
Indianie na końcu amerykańskiej polityki
Powodów do tej walki będzie pewnie mnóstwo. Stary/nowy prezydent Donald Trump swoimi deklaracjami wzbudza wielki niepokój w społecznościach indiańskich w całym kraju – od rezerwatów po miejskie skupiska Indian.
Dotyczy to integralności rezerwatów, ich autonomii gospodarczej i politycznej, przewidywanych prób federalnego okradania Indian z ich zasobów naturalnych. Słynne „drill, baby, drill” (wierć, kochanie, wierć) to nic innego jak zapowiedź takich działań.
Jednymi z pierwszych ofiar grabieżczej polityki Trumpa mogą być Apacze z okolic Oak Flat w Arizonie. 18 kwietnia 2025 r. projekt kopalni miedzi Oak Flat firmy Resolution Copper został umieszczony na priorytetowej liście 10 kluczowych projektów górniczych, uznanych za „istotne dla bezpieczeństwa narodowego”. Decyzja związana jest z rozporządzeniem wykonawczym z 20 marca, które ma zwiększyć krajową produkcję minerałów krytycznych. Dzień wcześniej rząd ogłosił ponowne opublikowanie raportu środowiskowego (EIS), co umożliwi wymianę gruntów niezbędną do budowy kopalni.

Artykuł o protestach Apaczów przeciwko dewastacji Oak Flat. AZcentral.
Oak Flat (Chi’chil Biłdagoteel), święte miejsce dla plemienia Apaczów i innych tubylczych społeczności, ma zostać przekazane Resolution Copper w zamian za ziemie „o wartości ekologicznej”. Wymiana taka została zatwierdzona przez Kongres już w 2014 r., ale jej finalizacja była wielokrotnie opóźniana z powodu protestów i sporów sądowych. Kopalnia miałaby wykorzystać metodę „block cave mining”, prowadząc do powstania krateru o głębokości 300 m i szerokości 3 km, i niszcząc święte tereny Indian.
Apacze i ich organizacja Apache Stronghold zaskarżyli wymianę gruntów, powołując się na naruszenie konstytucyjnej wolności religijnej oraz ustawę RFRA. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Organizacje ekologiczne (np. Sierra Club) podkreślają, że Oak Flat to nie tylko miejsce kultu, ale również obszar o wyjątkowej bioróżnorodności i o wielkim znaczeniu rekreacyjnym. Eksperci środowiskowi krytykują planowane znaczne zużycie wody oraz eksport miedzi do Chin z powodu braku krajowych mocy przerobowych.
Administracja Bidena wycofała raport środowiskowy w 2021 r., nakazując dodatkowe konsultacje z plemionami. Proces ten trwa, a ostatnie działania Trumpa wskazują na chęć przyspieszenia transferu gruntów. Grupa Apache Stronghold wezwała Sąd Najwyższy do pilnego rozpatrzenia sprawy, argumentując, że rząd „ignoruje świętość miejsca”.
Spór o Oak Flat symbolizuje konflikt między prawem górniczym z 1872 r., które faworyzuje wydobycie, a ochroną rdzennych kultur i środowiska. Inne projekty z listy priorytetowej (np. kopalnie litu w Nevadzie) również budzą kontrowersje ze względu na wpływ na społeczności lokalne i ekosystemy.
Na swój sposób skomentowała to Deb Haaland: Oczywiście, to nie są normalne czasy. Z prezydentem, którego mamy na stanowisku – stosującego zarządzenia wykonawcze, tworzącego departament DOGE (odpowiadający za rzekome oszczędności federalne i odchudzenie administracji centralnej – red.), stosującego federalne zwolnienia – mamy do czynienia z innym (niż za czasów Bidena – dop. red.) rodzajem podejścia ze strony rządu federalnego. Moim zadaniem jako gubernatora byłoby zapewnienie, by każdy mieszkaniec Nowego Meksyku czuł się bezpiecznie: bezpiecznie pod względem zatrudnienia i tego, czego potrzebuje do życia tutaj. Oczywiście w zakresie, w jakim możemy się dogadać, naprawdę starałabym się zapewnić dobre relacje. Relacje te niekoniecznie musimy nawiązywać z prezydentem, ale z ludźmi, którzy zarządzają tymi działami. Brzmi to naprawdę karkołomnie, ale w świetle tego, co widzieliśmy do tej pory, z chaosem, który wychodzi z Białego Domu, wydaje się, że stan zdecydowanie będzie musiał wypełnić luki (Indian Country Today, wywiad Julii Goldberg z Deb Haaland: „These aren’t normal Times”, 3 marca 2025).
Już 27 stycznia 2025 rząd nakazał agencjom federalnym zaprzestanie wszystkich działań związanych z zobowiązaniami lub wypłatą federalnej pomocy finansowej (Native New Online, Levi Rickert, Brian Edwards, Chez Oxendine: „Federal Grant Freeze Could Impact Tribal Programs, Treaty Obligations”, 28 stycznia 2025).
Wstrzymanie dotyczy 3 bilionów dolarów federalnej pomocy finansowej (prawie 1/3 wydatków rządu federalnego!), w tym dotacji i pożyczek w różnych agencjach i programach. Obejmuje to również instytucje zajmujące się Indianami, m.in.: Biuro ds. Indian (BIA), Indiańską Służba Zdrowia (IHS) i inne.
Chociaż w memorandum zaznaczono, że świadczenia Medicare i Social Security są wyłączone z zamrożenia, nie wskazano wprost wyłączenia finansowania wynikającego z traktatów i obowiązków powierniczych wobec plemion. Eksperci finansowi radzą plemionom, by podjęły natychmiastowe działania przed upływem dzisiejszego terminu. „Dziś wszyscy powinni skupić się na gotówce” – napisała Lacey Horn (Cherokee), była dyrektorka finansowa Narodu Cherokee i właścicielka Native Advisory, w e-mailu do Tribal Business News. Zaleciła plemionom ocenę dostępnych zasobów gotówkowych i wdrożenie planów awaryjnych, podobnych do tych stosowanych podczas zatrzymania pracy rządu (Native New Online, 28 stycznia 2025).
A gra jest warta świeczki: jeszcze Joe Biden (i Deb Haaland) doprowadził do przekazania przeszło 32 miliardów dolarów bezpośredniego finansowania dla uznanych federalnie plemion w ramach różnych programów i agencji. Te środki, wynikające z traktatów i prawa federalnego, wspierają podstawowe usługi, takie jak opieka zdrowotna (IHS), edukacja, mieszkalnictwo, infrastruktura i programy rozwoju gospodarczego (Native New Online, 28 stycznia 2025).
A trzeba pamiętać, że finansowanie indiańskich rezerwatów i programów przez rząd USA jest gwarantowane w traktatach, na mocy których Indianie zrezygnowali ze swoich tradycyjnych ziem w zamian za stałe finansowanie społeczności tubylczych. I nie jest to, jak mówią rasiści i prawicowi politycy, żadna łaska i dobra wola rządu, a twarde prawo.
Protesty demokratycznej opozycji i pierwsze decyzje sądów wstrzymujących lub cofających decyzje prezydenta dają nadzieję, że sprawa nie jest stracona. „Działania tej administracji będą miały dalekosiężne konsekwencje dla niemal wszystkich programów i działań federalnych, zagrażając bezpieczeństwu finansowemu naszych rodzin, bezpieczeństwu narodowemu i sukcesowi naszego kraju” – napisali Rosa L. DeLauro (Demokratka z Connecticut), członkini Izby, oraz Patty Murray (Demokratka ze stanu Waszyngton), wiceprzewodnicząca senackiej komisji ds. przydziałów. Zaapelowaly one, by „zmienić decyzję, zapewnić realizację wymogów zapisanych w prawie i wdrożyć przepisy budżetowe zgodnie z intencją Kongresu” (Native New Online, 28 stycznia 2025).
Warto w tym miejscu dopowiedzieć, że rząd amerykański jest tworzony przez prezydenta (w USA nie ma premiera), który politykę może prowadzić w oparciu o dekrety powołujące lub znoszące pewne prawa – na szczęście nie wszystkie. Trump z tego prawa korzysta obficie. To, że nie zabrał się jeszcze za Indian nie dowodzi jeszcze niczego. Zwyczajowo stoją na końcu drabiny priorytetów amerykańskiej polityki, wyprzedzani przez białych, Afroamerykanów i Latynosów (liczniejszych wyborców). A może mieć do nich osobisty uraz: wszak wygrana Bidena pięć lat temu była m.in. efektem głosowania nań Indian w „wahających się” stanach.
Zawieszenie środków jest częścią szerszego zestawu rozporządzeń wykonawczych wydanych w pierwszych dniach nowej administracji, w tym zawieszających programy środowiskowe i programy rządowe związane z różnorodnością kulturową – a więc te, z których z korzyścią dla swoich społeczności korzystali właśnie Indianie.
Co przyniesie amerykańska polityka ekipy Trumpa?
Problemy finansowe Kraju Indian to nie wszystko. Donald Trump doprowadził do kilku kontrowersyjnych nominacji w swoim gabinecie. I nie mamy na myśli powszechnie komentowanych w polskich mediach polityków z pierwszej linii.
Oto 12 listopada 2024 Donald Trump, jeszcze jako prezydent-elekt, ogłosił, że dotychczasowa gubernator Dakoty Południowej, Kristi Noem, obejmie stanowisko sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS).
W czasie swojej gubernatorskiej kadencji Noem była bardzo niepopularna wśród plemion zamieszkujących Dakotę Południową: Wcześniej w tym roku wszystkie dziewięć plemion rdzennych Amerykanów z Dakoty Południowej — zajmujących około 20% powierzchni stanu — zakazały jej wstępu na swoje tereny. […] Zakaz wstępu na tereny plemienne został wprowadzony po tym, jak Noem zarzuciła przywódcom plemiennym współpracę z kartelami narkotykowymi i stwierdziła, że „priorytetowo traktują kartel, a nie wychowanie własnych dzieci”. Później podtrzymała swoje stanowisko, mówiąc, że meksykańskie kartele narkotykowe są „wszechobecne” na terenach tubylczych społeczności Dakoty Południowej (Native News Online, Neely Bardwell: „Trump Nominates South Dakota Gov. Kristi Noem to Serve as Homeland Security Secretary”, 13 listopada 2024).
Chase Iron Eyes, dyrektor i główny prawnik Sacred Defense Fund w ramach Lakota People’s Law Project, obawia się, że Noem, pełniąc funkcję sekretarz DHS, będzie kontynuować retorykę nacechowaną rasowo, wykorzystując ją jako uzasadnienie masowej deportacji migrantów. „Nie tylko jest niekompetentna, by kierować federalnym departamentem odpowiedzialnym za identyfikację i neutralizowanie zagrożeń zewnętrznych dla bezpieczeństwa USA, ale ma też długą historię alienowania i demonizowania ludzi w swoim najbliższym otoczeniu, którzy nie stanowią żadnego zagrożenia – czyli dobrych ludzi mieszkających w dziewięciu narodach plemiennych Dakoty Południowej” (NNO, 13 listopada 2024).
Zupełnie inaczej jest oceniana inna nominacja rządowa – Doug Burgum został szefem Departamentu Spraw Wewnętrznych. Jest więc następcą Deb Haaland.
Oficjalnie powiedział on, cytowany przez Departament, że z niecierpliwością oczekuje realizacji wizji prezydenta Trumpa dotyczącej dominacji energetycznej, która jest fundamentem amerykańskiego dobrobytu, przystępnych cen dla amerykańskich rodzin, niezrównanego bezpieczeństwa narodowego i pokoju na świecie (U.S. Departament of Interior: „Opening Statement from the 55th Secretary of the Interior Doug Burgum”, 3 lutego 2025). Jednak Burgum ma też opinię autentycznego miłośnika przyrody, który obiecuje odpowiedzialne „zarządzanie naturalnym pięknem Ameryki”. Powiedział, że Osiągniemy dominację energetyczną poprzez zrównoważony rozwój naszych zasobów naturalnych, jednocześnie promując czyste powietrze i czystą wodę, chroniąc najpiękniejsze tereny oraz rozwijając rekreację na świeżym powietrzu! (U.S. DoI, 3 lutego 2025).

Od lewej: Doug Burgum i Kristi Noem, nowi urzędnicy administracji Donalda Trumpa. Dwie sylwetki, dwie reakcje społeczności indiańskich
Co ciekawe, i to jest podnoszone z dużą nadzieją przez samych Indian, sekretarz Doug Burgum ma dobre doświadczenia ze współpracy plemionami jako dotychczasowy gubernator Dakoty Północnej: W Dakocie Północnej dzielimy terytorium z pięcioma suwerennymi narodami plemiennymi. Nasza obecna współpraca jest historycznie silna, ponieważ priorytetowo traktowaliśmy zaangażowanie plemion poprzez wzajemny szacunek, otwartą komunikację, współpracę i szczere chęci słuchania. W Departamencie Spraw Wewnętrznych wzmocnimy nasze zobowiązanie do poprawy jakości życia, promowania możliwości gospodarczych i wspierania naszych plemiennych partnerów w oparciu o te zasady.
Deklaracje pięknie brzmią na papierze, w pierwszych dniach nowych rządów, wykorzystujących efekt świeżości, przy pewnej euforii związanej z nominacją; każde z powyższych można traktować jako nadzieję, ale i jako zakamuflowaną groźbę prowadzenia „polityki współpracy” na zasadach rządowych – niegdysiejsza polityka złamanych traktatów pozostaje tu wyraźnym ostrzeżeniem.
Jednak na tym nie kończą się zadziwienia. Donald Trump w pierwszych dniach rządów ogłosił podpisanie memorandum, w którym polecił swojej administracji pomóc w doprowadzeniu do pełnego uznania federalnego dla plemienia Lumbee z Karoliny Północnej, a więc statusu, który otworzyłby mu dostęp do funduszy federalnych.
Kongres uznał plemię Lumbee za plemię stanowe w 1956 roku, ale nie przyznał mu pełnego uznania federalnego, które otrzymały 574 inne plemiona tubylczych Amerykanów w USA. Uznanie to daje dostęp do funduszy federalnych i usług, takich jak opieka zdrowotna w ramach Indian Health Service, a także możliwość uzyskania bazy terytorialnej. Memorandum Trumpa nakazuje Departamentowi Spraw Wewnętrznych w ciągu 90 dni przedstawić plan, jak przyznać plemieniu Lumbee uznanie federalne „poprzez ustawodawstwo lub inne dostępne mechanizmy” (Indian Country Today, ICT Staff: „Donald Trump reiterates support for Lumbee federal recognition”, 23 stycznia 2025).
Co ciekawe, w minionych wyborach prezydenckich o poparcie Lumbee starali się jednocześnie i Kamala Harris, i Donald Trump. Zdaje się, że tę rywalizację wygrał Trump zyskując przewagę na Harris trzema punktami procentowymi – właśnie z poparciem większości społeczności Lumbee.
Ciekawostką jest też to, że zazwyczaj plemiona indiańskie uzyskują uznanie federalne, składając odpowiedni wniosek do Departamentu Spraw Wewnętrznych, ale Lumbee od lat próbują obejść tę procedurę i uzyskać uznanie poprzez Kongres. Aby uzyskać federalne uznanie, plemię musi skutecznie przejść proces weryfikacji przez Office of Federal Acknowledgment (Biuro ds. Uznania Federalnego), które działa w ramach Departamentu Spraw Wewnętrznych (ICT, 23 stycznia 2025).
Jeszcze jedna ciekawostka dotyczy konfliktu Lumbee z innymi plemionami indiańskimi: Około sto lat temu Lumbee byli znani jako Czirokezi z hrabstwa Robeson, co od lat wywołuje sprzeciw wszystkich trzech oficjalnie uznanych plemion Czirokezów – Eastern Band of Cherokee Indians, Cherokee Nation i United Keetoowah Band of Cherokee Indians – które stanowczo sprzeciwiają się uznaniu federalnemu Lumbee (ICT, 23 stycznia).
Zastanawiającą nominacją są awanse indiańskich polityków w rządzie Donalda Trumpa. Oto Bryan Mercier, ze Zjednoczonych Plemion Wspólnoty Grand Ronde w Oregonie, zostaje dyrektorem Biura ds. Indian (Bureau of Indian Affairs, BIA) pod koniec 2024 r. Z kolei członek Narodu Nawahów William „Billy” Kirkland został nominowany na stanowisko zastępcy sekretarza ds. spraw Indian w Departamencie Spraw Wewnętrznych na początku lutego 2025. To stanowisko wspiera Sekretarza Spraw Wewnętrznych w realizacji zobowiązań traktatowych i powierniczych wobec plemion indiańskich. Natomiast całe BIA ma na celu poprawę jakości życia, wspieranie możliwości ekonomicznych oraz realizację powierzonych nam przez rząd federalny zobowiązań, polegających na ochronie i rozwijaniu majątku powierniczego tubylczych Amerykanów i rdzennych mieszkańców Alaski. Osiągamy to poprzez bezpośrednie wzmacnianie rządów plemiennych w ramach umów o samostanowieniu.
BIA współpracuje z rządami plemiennymi i członkami plemion przy realizacji programów dotyczących zatrudnienia, egzekwowania prawa i wymiaru sprawiedliwości, rozwoju plemiennych gospodarek, ochrony i zarządzania zasobami naturalnymi. Tyle oficjalne dokumenty. Jednak spoglądając tylko na nominacje personalne trudno wyrokować, jak będzie wyglądać amerykańska polityka względem Indian. Możemy nieraz jeszcze się zdziwić, nieraz zatrwożyć i zdenerwować.
Indiański następca Trumpa?
Bo denerwują się także sami Indianie. Wiele sensacji, choć też ironicznych drwin, wywołała deklaracja Mosesa Brings Plenty, że… zostanie kolejnym prezydentem USA. Mo Brings Plenty to znany (m.in. z roli w popularnym serialu „Yellowstone”) indiański muzyk i aktor z plemienia Lakotów. A Brings Plenty ogłosił to podczas gali National Native American Human Resources Association na początku 2025 r.
Skwitował to żartem: skoro prezydentem może być Donald Trump, mogę być i ja, ale podczas swego wystąpienia mówił całkowicie poważnie: Co by się stało, gdyby wszyscy nasi ludzie zjednoczyli się? Jaki byłby końcowy wynik? Końcowy efekt byłby bardzo pozytywny. Końcowym wynikiem byłaby różnorodność kulturowa w tym kraju. Końcowym wynikiem byłby koniec rasizmu (Native Online News, Levi Rickert: “Mo Brings Plenty for President? He Says ‘If Trump can be President, I know I can’”, 12 marca 2025).
Brings Plenty całkiem poważne odwoływał się do pozytywów myślenia wspólnotowego, mówił, że ludzie powinni skupić się na pozytywnej stronie różnorodności, że kraj musi dojść do: „My, ludzie”: Nie ma znaczenia, jak ciemne lub jasne są nasze włosy, ani jak wyglądamy. Wszyscy w ostatecznym rozrachunku jesteśmy ludźmi. (NNO, 12 marca 2025).
I dodawał, słysząc o konieczności zdobycia 20 mln dolarów, by w ogóle wystartować: Okej, mam kilka dobrych koni. Będę prowadził kampanię, jeżdżąc konno po całym kraju. Więc jeśli kiedyś zobaczycie mnie jadącego konno po całym kraju, będziecie wiedzieć, co się dzieje.

Moses Brings Plenty. Aktor i polityk narodu Lakota
Trudno powiedzieć, jakie ma szanse. Te wspominane przez niego 20 mln dolarów to jedno, a pozostaje jeszcze poparcie polityczne, którego – zdaje się – nie zdobędzie ani u Republikanów, ani u Demokratów. Pozostaje któraś z partii „trzeciej drogi”. Liberartianie? Zieloni? W przeszłości obie te partie miewały już indiańskich kandydatów.
Mo Brings Plenty jest rozpoznawalnym aktorem, ma też znakomite pochodzenie – jest bezpośrednim potomkiem Brings Plenty, wojownika Oglala Lakota, który walczył w bitwie pod Little Bighorn. Ma pewnie dobre zamiary, ale to nie wystarcza w drapieżnej amerykańskiej polityce. Pamiętajmy, że o nominację prezydencką lata temu ubiegał się bez skutku Russell Means, też Lakota, z AIM, popularny na fali „indiańskiej rebelii” w latach 70. i 80. XX wieku.
Indianie na szachownicy mocarstw
Obecność Indian w polityce amerykańskiej, nawet lekceważona, pozwala poznać ich realne odczucia co do różnych decyzji polityków, a także zabrać im głos w wielkich sprawach dziejących się na Wyspie Żółwia.
Zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa dotyczące polityki wewnętrznej, gróźb dotyczących aneksji Panamy, Grenlandii, Kanady, polityki mocarstwowej wobec innych państw kontynentu amerykańskiego nie pozostaną zapewne bez echa. I prędzej czy później usłyszymy także głosy indiańskich organizacji politycznych i społecznych.
Jest jednak obszar polityki światowej, który pozostaje jakby w cieniu – niezauważany w głównej polityce – a dotyczy spraw, które mogą mieć olbrzymi wpływ na kształt polityki północnoamerykańskiej. Uwagę na to zwrócił publicysta dziennika „Rzeczpospolita”, Bogusław Chrabota w tekście „Ameryka może się rozpaść” (Rzeczpospolita, 28.02.2025), stawiając absurdalną na pierwszy rzut oka tezę… o rozpadzie USA.
O co chodzi? O Kaskadię, pozornie regionalną inicjatywę tożsamościową. Tymczasem jest to separatystyczna idea wyłączenia w odrębną państwowość amerykańskich stanów Oregon i Waszyngton oraz kanadyjskiej Kolumbii Brytyjskiej, a nawet dołączania do nich kawałków Idaho, Kalifornii, Nevady, Wyomingu, Montany, Alaski i kanadyjskiej Alberty. Po takiej secesji powstałoby państwo o powierzchni ponad miliona kilometrów kwadratowych z ponad 17-milionową populacją. Na dodatek idea Kaskadii opiera się na realnej odrębności bioregionu, osobnej historii, tożsamości ludów pierwotnych i przekonaniu, że obszary na zachód od Gór Kaskadowych mają niewiele wspólnego z resztą Ameryki. Spotkałem Kanadyjczyków tak głęboko przekonanych do tego pomysłu, że tylko czekają na referendum. Amerykanie z drugiej strony granicy podnieśli hasło niepodległej Kaskadii (połączonej z Kalifornią) po pierwszym sukcesie wyborczym Trumpa, podkreślając, że cały ten region głosował na demokratów i nie ma nic wspólnego z konserwatywną, republikańską Ameryką z głębi lądu, pisze Chrabota.
Kaskadia (Cascadia) ma swoją identyfikację graficzną, flagę, symbolikę, szlaki turystyczne, festiwale, przewodniki, książki, muzykę, lokalną kuchnię, święta, rocznice, a nawet piwo, drużynę futbolową i oficjalną społeczność LGBT! Inicjatywa na wskroś polityczna, liczona na rozbicie Kanady i USA, jest ukrywana za szlachetnymi hasłami bioregionalizmu, gdzie liczy się pielęgnowanie lokalnych tradycji, ochrony środowiska i bioróżnorodności, „ochrony rodzin, przyjaciół i sąsiadów”, a także – uwaga! – tubylczych tradycji i tubylczych systemów gospodarczych.
Ludy tubylcze są bardzo często przedstawiane z szacunkiem i uznaniem. Wśród tych zamieszkujących Kaskadię są wymieniane: Coast Salish, Chehalis, Colville, Cowlitz, Chinook, Hoh, Makah, Chimakum, Quilieute, Willapa, Tillamook, Nisga’a, Gitxsan, Haisla, Heiltsuk, Nuxalk, Nisqually, Wuikinuxv, Puyallup, Kwakwaka’wakw, Nuu-chah-nulth, Willapa, Yakama, S’Klallam, Kalispel, Elwha, Lummi, Muckleshoot, Quinault, Samish, Shoalwater, Skokomish, Snoqualmie, Duwamish, Spokane, Squaxin, Sauk-Suiattle, Stillaguamish, Suquamish, Swinomish, Tulalip, Skagit, Coeur D’Alene, Kootenai, Nez Perce, Shoshone Bannock, Paiute, Coos, Umpqua, Siuslaw, Grand Ronde, Siletz, Umatilla, Warm Springs, Coquille, Klamath, Siksika, Iñupiat, Yupik, Aleut, Eyak, Tlingit, Haida, Tsimshian i inni.

Kaskadia: bioregion czy separatyści?
Jedna z witryn kaskadyjskich pisze: Departament Bioregionu Kaskadia uznaje, że bioregion Kaskadia istnieje na tradycyjnych scedowanych i niescedowanych ziemiach pierwszych narodów i tubylczych mieszkańców, którzy żyją tu od tysięcy lat, a także w głębokim kontekście kolonializmu, wysiedleń i ludobójstwa. Departament Bioregionu uważa, że Kaskadia i bioregionalizm oferują najlepszą szansę na prawdziwą dekolonizację – w tym usunięcie kolonialnych granic na rzecz takich, które są bardziej reprezentatywne dla ziemi i ludzi, oraz ścieżkę tubylczości (indygenizacji) dla 15 milionów ludzi mieszkających tutaj z powodu zdrowszych, bardziej przyjaznych do życia społeczności i charakteru bioregionu. Cieszymy się, że możemy zaprosić do udziału, współpracować i wspierać pierwsze narody i tubylcze organizacje w budowaniu bardziej sprawiedliwych systemów i naszej wspólnej przyszłości.
Piękne deklaracje! Ale czy to prawda? W co gra „ruch kaskadyjski”? Bogusław Chrabota wprost sugeruje separatyzm, wspierany po cichu przez Rosję. I wskazuje wiele rosyjskich inicjatyw na rzecz separatyzmu nie tylko Kaskadii, ale i innych regionów USA i Kanady. W zwariowanym świecie lokalnych grup prawicowych i populistycznych uznających rząd w Waszyngtonie za wrogi wolności, takie „inicjatywy wolności” mogą brzmieć szlachetnie i wspaniale.
Czy nie jest to jednak – patrząc już tylko na Indian – kolejna w historii kontynentu próba wciągnięcia tubylców w nie ich wojny, wykorzystania ich w walce z innymi plemionami, jak zwykle zapraszając do „obalenia tyranii”, tym razem amerykańskiej i kanadyjskiej, jako obcych dla ludów tubylczych?
„Zwyczajne” problemy Indian
Przy tym całym politycznym rozedrganiu trudno wychwycić bieżącą, mozolną pracę organizacji indiańskich, starających się poprawić jakość nie tylko amerykańskiej polityki, choć od niej zaczynają.
Przykładem może być Indigenous Environmental Network, która od wielu lat prowadzi konsekwentną politykę ekologicznej aktywizacji społeczności indiańskich w kraju i na forum międzynarodowym. W ostatnim komunikacie – z lutego 2025 r. – piszą: Krajobraz polityczny, z którym mamy dziś do czynienia, to narastające zagrożenia, pogłębiające się niesprawiedliwości i pilne wezwania do działania. W całych Stanach Zjednoczonych i na świecie jesteśmy świadkami polityk, które dążą do demontażu suwerenności tubylczej ludności, kryminalizacji sprzeciwu i pozbawienia wywalczonej z trudem ochrony naszych ziem i wód. Ostatnia fala dekretów wykonawczych Donalda Trumpa jest bezpośrednim atakiem na suwerenność rdzennej ludności, nasze środowisko i samą tkankę naszych pracowniczych społeczności. Te polityki niszczą zabezpieczenia środowiskowe, znoszą ochronę miejsc świętych i ośmielają instytucje do represjonowania obrońców ziemi i wody. Od gwałtownej ekspansji infrastruktury paliw kopalnych po militaryzację terenów przygranicznych, na których od niepamiętnych czasów żyły ludy tubylcze – siły kolonializmu i korporacyjnej chciwości nasilają ataki na naszych ludzi i planetę (IEN, Newswire, luty 2025).
Organizacje tubylcze angażują się w sprawy ochrony środowiska, feminizmu tubylczego, kampanię MMIWG (cały czas aktualny niestety problem uprowadzania i mordowania indiańskich kobiet), debaty i konferencje krajowe i na forum ONZ, w zagadnienia sprawiedliwości klimatycznej, współpracę z organizacjami lokalnymi, regionalnymi i krajowymi (np. obchodzący w ubiegłym roku swoje 80-lecie NCAI). Ważną kwestią są np. wciąż niezaspokojone w pełni żądania rekultywacji skażonych terenów pogórniczych na ziemiach Indian czy odszkodowań dla indiańskich robotników pracujących latami w szkodliwych dla życia warunkach – w górnictwie, energetyce, przemyśle.
Dość zaskakujące, odmienne, wieści płyną ze strony IllumiNative, jednej z prężnych ostatnio indiańskich organizacji na rzecz praw ludów tubylczych. Założyciele i szefowie organizacji ogłosili bowiem zakończenie działalności.
W swym oświadczeniu Crystal Echo Hawk, Pauniska, dyrektor generalna i założycielka oraz Michael Johnson, Mandan/Hidatsa/Arikara, prezes IN, piszą: W ciągu ostatnich siedmiu lat IllumiNative miała zaszczyt stać u boku rdzennych społeczności, artystów, gawędziarzy, badaczy i rzeczników, aby wzmocnić rdzenne głosy. Jesteśmy dumni z pracy wykonanej przez tę organizację oraz z wielu osób, które pracowały nad naszą wspólną wizją rdzennej i narracyjnej władzy.
Chociaż organizacja IllumiNative zakończy swoją działalność, jesteśmy zdeterminowani, aby zapewnić kontynuację misji, którą podjęliśmy. Jesteśmy głęboko wdzięczni naszym pracownikom, fundatorom, partnerom i współpracownikom, którzy niestrudzenie pracowali nad zwiększeniem widoczności i zakwestionowaniem narracji o rdzennej ludności.
Nasza praca na rzecz rdzennej ludności i naszych społeczności nigdy się nie skończy i nie możemy się doczekać, aby podzielić się z wami naszymi planami na przyszłość.
Co dalej?
Wytrawni politolodzy, ekonomiści i amerykaniści mają kłopot z analizami amerykańskiej polityki pod rządami Donalda Trumpa. Tym bardziej my nie aspirujemy do komentowania jej w szerokim wymiarze.
Obawiamy się jednak, że bardzo szybko wrócą czasy częstszych konfrontacji między Indianami i rządem federalnym. Mogą być to typowo indiańskie protesty – jak w przypadku sporu o Oak Flat – a mogą być wpisane w szerszy kontekst polityczny. Zimą i wiosną 2025 roku w wielu amerykańskich miastach odbywały się protesty przeciwko polityce prezydenta oraz działaniom Elona Muska, który nawet jeśli znika z pierwszych stron gazet, to nie zaprzestaje kontrowersyjnych społecznie działań oszczędnościowych. Iskrą zapalną mogą być zarówno polityczny program „Projekt 2025”, jak i ekspansja planów wydobywczych administracji Trumpa.
Udane tournée po USA robią Alexandria Ocasio-Cortez i Bernie Sanders, wskazywani jako „radykalna” opcja socjalistyczna w Partii Demokratycznej. Jak na razie tematyka indiańska nie stanowi odrębnego elementu ich programu „Fighting Oligarchy”, ale ich dotychczasowa aktywność polityczna wielokrotnie sprawy te obejmowała.
Wiele elementów programu, odwołujących się do spraw „ogólnoamerykańskich”, zawiera postulaty ważne dla społeczności tubylczych, m.in. powszechnej opieki zdrowotnej finansowanej z budżetu państwa, poparcia dla ekologicznego Green New Dealu, postulaty podniesienia płacy minimalnej, wzmocnienia związków zawodowych i ochrony praw pracowniczych, jak również walki z nierównościami i wzmocnienia sprawiedliwości rasowej, klimatycznej i ekonomicznej.
Oboje, Sanders i Ocasio-Cortez, wspierają prawa plemion do samostanowienia i zarządzania własnymi ziemiami, inwestycje w infrastrukturę wodną, energetyczną, telekomunikacyjną i opiekę zdrowotną na terenach rezerwatów. Oboje uznają za ważne poszanowanie traktatów oraz uznanie i naprawienie historycznych krzywd. Oboje łączą sprawy ochrony środowiska z ochroną praw tubylczych.
Również u sąsiadów USA – w Kanadzie i Meksyku – trwa wzmożenie polityczne, rysowane w oparciu o „dumę ogólnokrajową”. Nie wiadomo jeszcze co to znaczy dla ludów indiańskich, ale bez wątpienia i one będą słyszalne. Już dziś wiemy, że po atakach Trumpa na Kanadę wzrosło tam poczucie „patriotyzmu kanadyjskiego”, co na przykład oznacza chwilowe osłabnięcie tendencji separatystycznych w Quebecu, ale też wzmacnia głosy o potrzebie rozwoju własnego, niezależnego od USA, potencjału energetycznego, co bywało kontestowane (czasem skutecznie) m.in. przez kanadyjskie Pierwsze Narody.
Zarówno wiek XX, jak XXI były znaczone wieloma znaczącymi kampaniami na rzecz poprawy sytuacji ludów tubylczych: od powstania AIM (1968), okupacji Alcatraz (1969-1971) i okupacji Wounded Knee (1973) przez kanadyjski ruch Idle No More (2012-2013) i kolejne transkontynentalne tubylcze biegi i marsze ostatniego półwiecza po obronę Oak Flat i innych cennych nie tylko dla Indian terenów, protesty przeciw kolejnym grożącym skażeniami rurociągom (w tym Standing Rock 2016-2017), kolejne odsłony kampanii „Mni Wiconi” (Woda to Życie), czy ruchu mordowanych i zaginionych MMIWG2S+.
Co będzie kolejną znaczącą datą, kolejnym punktem przełomu w Kraju Indian – jeszcze nie wiemy. Ale biorąc pod uwagę dynamikę zmian na kontynencie można się spodziewać, że jego tubylczy mieszkańcy nie pozwolą długo czekać Ameryce – i nam.
Krzysztof M.Mączkowski
Marek Nowocień